To jest moje logo -
zapamiętajcie je, może kiedyś spotkamy się na szlaku...

Moim zamiarem jest wpisywać tutaj najświeższe informacje i przemyślenia.
PAMIĘTAJCIE: ten serwis będzie zawsze nudnawy i bez polotu, jeśli nie będzie Waszej współpracy Drodzy Internauci i Najmilsi Poszukiwacze.
Bądźcie aktywni! Oczekuję od Was:
- pytań, na które odpowiem w serwisie
- informacji o tym, czego nie napisałem, lub co zrobiłem źle
- informacji o wydarzeniach survivalowych i innych
- informacji o Waszej działalności
PROSZĘ TEŻ O COŚ WAŻNEGO: (wynika to z naszej korespondencji) -
pytając o warunki obozu czy kursu, również o termin albo zakres nauk, nie zrażajcie się natychmiast, gdy czujecie, że być może to nie dla Was, bo np. nie czujecie się dość przygotowani.
Wszystkie sprawy są zawsze do dogadania.
Ja wręcz uwielbiam tworzyć imprezę lub szkolenie naginając je do indywidualnych potrzeb kogoś, kto tego pragnie.
I świetnie uczą się survivalu 8-letnie dzieci.
I 60-latkowie również...!
Teksty tu umieszczone, po pewnym czasie przechodzą "kwarantannę" jako osobne pliki, a następnie przenosimy je do stosownych rozdziałów serwisu. Niczego nie kasujemy, tak że każdy "zniknięty" artykuł można znaleźć wśród bieżących odpowiedzi, w spisie treści po lewej stronie ekranu, lub na liście na dole tego pliku.
[28.08.2010.]
Tekst poniżej pisał 15-latek... Włóczykijem zwany...
Cześć Krisku :) Napisałem właśnie temat o pierwszej nocy w lesie, na bloga... Jeżeli bardzo ci się nudzi, to co o tym sądzisz?
Większość młodych survivalowców... jakby to ująć? Boi się pierwszego razu. Strach przed nieznanym, strach przed obcym, i strach przed ciemnością łączą się i kumulują w coś, co nas przeraża i odstrasza. Mówimy "to jeszcze nie teraz, może kiedyś?"
Ale kiedyś musi przyjść pierwszy raz! Oczywiście, chodzi o pierwszą noc w lesie. Mam na myśli samotną noc w lesie, bez kolegów, taty, dziadka, wujka czy cioci :)
Ważne jest techniczne przygotowanie, daje pewność siebie (ech, złudzenia... :D). Dla własnego bezpieczeństwa (powtarzam: BEZPIECZEŃSTWA) i komfortu, nie planuj pierwszej nocy w środku mroźnej zimy.
Jeżeli chcesz spędzić spokojnie pierwszą noc w lesie, bez szczególnych przygód - pamiętaj, że z przygodami tak jest, że zdarzają się wtedy, kiedy ich nie planujemy - zabierz ze sobą namiot. Nie musi to być profesjonalny hotel ***** z tropikiem, ale ważne żeby chronił przed wiatrem i deszczem (gdyby takie miały nadejść). Jednak spróbuj tak ustalić termin, żeby nie spotkała cię niepogoda. To dobre na początek.
Poza tym, wyposażenie będzie się niewiele różnić od zwykłego wypadowego ekwipunku. Dorzuć tylko karimatę (grubą, jeżeli jest wiosna/jesień/zima) i śpiwór dostosowany do temperatury (może być "całoroczny": 5-10 stopni temp. komfort).
Nie zabieraj termosu, dużo waży i zajmuje miejsce. A herbata najlepiej smakuje zrobiona nad ogniskiem. Herbata - zabierz ją koniecznie ze sobą. (Cukier? Czemu nie. Będzie bardzo komfortowo =] )
I jeszcze, jeżeli nie masz doświadczenia w przygotowaniu jedzenia w terenie, zabierz ze sobą coś w miarę gotowego: chleb, warzywa, kiełbasy, suszone mięso.
Ale techniczna strona to nie wszystko. Zawsze jest coś, co mnie też kiedyś wyganiało do domu, kiedy zaczęło się ściemniać...
... to nasz całkowicie naturalny odruch obronny. Gdyby nie było strachu, ciekawość gubiłaby nas o wiele częściej (a i tak się to zdarza). Nie musimy go zwalczać, ale musimy kontrolować - bo, w przeciwieństwie do zwierząt, panujemy nad swoimi emocjami.
Człowiek czuje strach przed czterema rzeczami (w tym przypadku; uogólniam):
Ale jeżeli logicznie się zastanowimy, ten strach jest bezpodstawny i nienaturalny, zbudowany przez kilka tysięcy lat życia w cywilizacji, a bezpośrednio: wychowania z praktyczną izolacją od dzikiej przyrody.
Ciemność nas ukrywa, pozwala spokojnie przyczaić się i obserwować otoczenie. Nas nie zobaczy przypadkiem przechodzące stworzenie, ale my - odpowiednio zakamuflowani i zaczajeni w krzakach, możemy obserwować każdy jego ruch.
Dzikość - jest w nas. Jesteśmy ludźmi, dlatego nami nie rządzi, ale w nas jest - bo jesteśmy tak samo stworzeniem urodzonym na ziemi, jak psy, koty czy ptaki...
Samotność - powinna dawać poczucie bezpieczeństwa, w większości sytuacji (bo nie zawsze dobrze być samemu). Jednak w lesie pozwala na spokojną ocenę sytuacji, skupienie się na sobie (to trochę egocentryczne, ale to nie Caritas - to jest survival :D ), spokojne przemyślenia... To trudne, kiedy jest się w towarzystwie nawet kilkuosobowej grupy.
Nieznane - przecież niekoniecznie jest złe. Jest nieznane, więc nie wiemy, jakie jest.
Wszystkie mity obalone! Logicznie rzecz biorąc, nie masz się czego bać. Ale dobrze wiem, że tutaj logiczne myślenie niewiele daje. Najważniejsze jest po prostu przełamać strach jednym, zdecydowanym ruchem. Nie musisz od razu wybrać się na tygodniową eskapadę przed Karkonosze. Weź namiot, karimatę, śpiwór, trochę żarcia i idź do lasu. Rozbij namiot, przygotuj się do zmroku. Spędź wieczór przy ognisku, popijając herbatę.
Przejdź się po lesie. Usiądź w bezruchu pod drzewem, zobacz, jak las żyje własnym życiem. Ciemny i, mogłoby się wydawać, martwy las tętni życiem. Brzęczące owady, nocne ptaki, żaby śpiewające przy bajorze, plusk wody w strumyku...
Nie patrz na tą dzikość, na życie lasu, jak na obcą, przyczajoną na ciebie bestię, czekającą tylko, żeby się na ciebie rzucić. To tylko wyobrażenie, zbudowane przez te wszystkie lata, przez które żyłeś bez żadnego kontaktu z tą istotą. Ona w rzeczywistości nie chce cię zabić, czy ci zaszkodzić.
Ani osy, ani pszczoły, ani szerszenie nie ukąszą cię, jeżeli sam nie dasz im powodu do agresji. Spotkany w lesie dzik czy jeleń zobaczywszy cię, ucieknie tak szybko, jak tylko to będzie możliwe. Spójrz na las, jak na niezależny, spokojny system. Wszyscy mieszkańcy tego miejsca żyją ze sobą w harmonii. Nie stawaj na przeciwko nich, czy z boku... Stań między nimi.
Poczujesz, jak ciemność z przerażającej masy staje się zacisznym schronieniem.
A potem wróć do namiotu. Wejdź do śpiwora, spokojnie zaśnij. Ale nic z tego, nie wyśpisz się - obudzisz się wcześnie rano. Może nawet zanim słońce pojawi się na horyzoncie.
Jeżeli sprzyja ci szczęście, zobaczysz piękny wschód słońca... Nie spiesz się. Popatrz na złoto rozlewające się po świecie...
Właśnie po raz pierwszy w życiu obudziłeś się naprawdę... W O L N Y . . .
[19/20.08.2010.]
Szybciutko ogłaszam, że jest okazja zabrać się 10 września na 10 dni na wyprawę 4x4 po górskich drogach Rumunii. Dla tych, co teraz się zgłoszą - będzie taniej. Zgłosiło się za dużo wozów (Land Rovery), a za mało jest pasażerów i trzeba koszta kierowców obniżyć.
Wiem, że będzie to brzmiało obrzydliwie niemoralnie i niepedagogicznie, ale sądzę, że warto na te 10 dni nawet pójść na wagary! TO Z PEWNOŚCIĄ OSTATNI ROK, KIEDY POJEŹDZIMY W TYCH GÓRACH W FORMULE 4X4 - Rumunia kładzie tam już asfalt (bo tak właśnie wkroczyła Europa). Szczegóły na stronie http://www.petek.net.pl/zaproszenie-rumunia2010.htm... Powołujcie się na Kriska, a będzie taniej o 500 zł!
[19.08.2010.]
TU BĘDZIE... zapewniam, że tu będzie moja wspominka po trzytygodniowym obozie w ukraińskiej Kutiance (koło Szumska, blisko Krzemieńca, w którym Czacki, Słowacki i Kołłątaj...)
Już niedługo...
[6.07.2010.]
Wspomnieniowo... Ze szkolenia czerwcowego,w trakcie kursu instruktorów survivalu:
[25.06.2010.]
"Czy chcesz należeć do Klubu Bohaterów?"
"A co tam mam robić?"
"Nic."
Jaki jest sens tworzenia własnej tożsamości, której opakowaniem jest prestiżowy klub, ale sednem jest nic?
Nasze czasy stały się czymś podobnym do pralni brudnych pieniędzy. Poddaje się obróbce coś o wątpliwej jakości, po czym wszyscy udajemy, że świat jest piękny. Ale efekt prania i tak niszczy nam życie jak niewidoczna tkanka rakowa.
Widać to na każdym kroku: już na komunię kupuje się dziecku quada, a ono może już czuć się jak Kubica2, a po podwórkach od lat biegają chłopcy ubrani w koszulki z nazwiskami idoli - i tak się czują. Małe nimfetki już są przygotowywane przez rodziców do grania roli miss choć mają 7 lat...
W zalewie Kubiców*), miss-ek i innych ludzi zajętych mimikrą... kim może czuć się oryginał?
Survival jest przeciwstawieniem dla bierności wyuczonej. Taką właśnie zakodowaną, zafiksowaną bezradność można było zobaczyć w okresie nasilonej powodzi. Kiedy zewsząd zjeżdżali ochotnicy by ratować czyjś dobytek, można było nieraz zobaczyć ludzi ratowanych, jak biernie obserwują akcję oparci o parapet w swoim domu - ratowanym domu.
Survival jest samoratownictwem... także z błota miernoty i nijakości. Ratujemy bowiem nie tylko swoje corpus, ale też i anima, a więc swoją tożsamość. Tego nie da się osiągnąć 'należąc' i zarazem 'nie robiąc'...
*) Robercie - pardon!
Taki mniej więcej post jak wyżej wysłałem w jedno miejsce, gdzie ludzie - z pewnością pragnący zarazem swego szczęścia ale i bycia osobą logiczną oraz zaradną - starają się wykreować na Kogoś posługując się wyłącznie Kimś innym, bez własnego udziału. A taki interes nigdy nie wychodzi...
Ja tymczasem jestem po kolejnym szkoleniu instruktorów survivalu. Jestem z niego zadowolony. Zdaje się, że kursanci - też. Wspaniałe w tym wszystkim jest to, że kursanci byli ludźmi z dużym doświadczeniem, ze swoimi osiągnięciami. A więc to nie byli ludzie, którzy wyłonili się z własnej nicości. Sądzę, że wielu z nich mogłoby samodzielnie poprowadzić kurs. Tymczasem... oni byli zadowoleni. I ja też. Chyba w tym coś jest...
[20.05.2010.]
Wiedząc o zbliżającej się powodzi nie czekaj do ostatniej chwili, nie siedź bezczynnie, zwłaszcza kiedy nie masz dużego zapasu czystej, nadającej się do spożycia wody. Przygotowuj obronę. Główną zasadą obrony przed powodzią jest nie wpadać w panikę, ale działać! Dążyć do uniknięcia bezpośredniej bliskości wód (= EWAKUACJA *)). Należy mieć naprawdę duże zapasy wody pitnej (należy je robić kiedy pojawiają się informacje o zagrożeniu powodzią).
*) Pewien 'straszny Jacek' poprosił mnie, bym umieścił tu "ewakuacyjną" myśl, że: "ŻYCIA I ZDROWIA NIE DA SIĘ ODKUPIĆ ANI ODBUDOWAĆ!"
W razie ewakuacji najlepiej jest odesłać bliskich, zwłaszcza dzieci, w odległe miejsca - na przykład do rodziny (i to mało ważne, że nie utrzymywało się kontaktów od lat...) Przygotuj swą rodzinę na system kontaktowania się "w razie czego" oraz omówcie wszelkie drogi ewakuacjyjne i ewentualne miejsca, gdzie będziecie się szukać w razie rozdzielenia.
Zadbaj o zwierzęta domowe i gospodarskie! Dużo wcześniej zrób ich listę, aby o żadnym nie zapomnieć. Umieść je w bezpiecznym miejscu. Nie wiąż ich i nie zamykaj. Odepnij psa z łańcucha. Nie zapomnij o żywności dla nich.
Zabezpiecz wszelkie najważniejsze dokumenty i przedmioty wartościowe. Przygotuj dom do zamknięcia i opuszczając go odłącz gaz i elektryczność.
Fala kulminacyjna przychodzi nagle (nawet zapowiadana), zaskakuje nas. Porywa ludzi, zwierzęta, pojazdy i nasz dobytek (potrafi także porwać właśnie używany sprzęt ratowniczy!). Nurt podmywa brzegi, które niespodziewanie mogą oberwać się pod naszym ciężarem. Przechodzenie w bród przez wodę, która wydaje się mało groźna, także może okazać się niebezpieczne. Pod powierzchnią nie widać wymytych przez nurt głębin, rozwalonych studzienek ściekowych, przywleczonych drutów i kabli, ostrych blach, itp.
Otaczająca powodzian woda absolutnie nie nadaje się do spożywania! Toksyny jadu trupiego (kadaweryna, neuryna, putrescyna), jednej z najwstrętniejszych trucizn, nie dadzą się usunąć przez gotowanie!
Będziesz cierpieć na olbrzymi niedostatek wody pitnej, chociaż będzie cię ona otaczać. Jeśli jednak uprzytomnisz sobie, że będą płynąć w niej obrzmiałe i sine trupy zwierząt, że przesycona będzie toksynami zebranych zewsząd ścieków, zawartości szamb, nawozów, chemikaliów i tym podobnych paskudztw - to wystarczy ci, aby powstrzymać się od picia...
Posiadaj duże zapasy wody pitnej. Posiadaj umiejętność oczyszczania i destylowania wody. Woda pitna zgromadzona na wypadek powodzi powinna być hermetycznie zamknięta. Doskonale nadają się plastikowe butelki (pety) z wodą mineralną.
To niemożność ewakuacji, utrudnienie dostaw i pomocy lekarskiej. Pojawią się problemy psychiczne związane z długo trwającym okresem zagrożenia, poczuciem bezradności, nudą.
Posiadaj telefon komórkowy, CB-radio lub inne środki komunikacji (latarki, szmaty na kiju). Posiadaj też zapasy źródła energii do używanych urządzeń elektronicznych (baterie), gdyż dostawa prądu może być niemożliwa. FREDI dodaje, że warto w sklepach poszukać radyka: "najlepiej takiego na baterie i dynamo (na korbkę) - takowe małe radyjka są dostępne nawet w tesco w cenie 39,90 zł i działają, bo ja takiego używam od prawie dwóch lat. Latarki też dobrze mieć na dynamo (dostępnych w sprzedaży jest sporo modeli i nie są drogie)". FREDI upiera się ponadto, abym podał, że wszystkie niezbędne sprzęty należy zawczasu zgrupować w jednym miejscu (tobołku), by potem nie szukać ich.
Groźba runięcia. Zawalanie się ścian lub stropów. Odpadające bryły tynku. Zerwane przewody elektryczne. Wypadające okna i szkło.
Unikaj wchodzenia do zagrożonych budynków. Unikaj przechodzenia w ich pobliżu. Kontroluj jakość struktur budowlanych w miejscu schronienia.
Psucie się zapasów żywności. Pleśnienie odzieży. Uszkadzanie struktury środków trwałych.
Zabierz ze sobą wszystko, co pozwoli przetrwać przez możliwie najdłuższy czas:
Środki żywnościowe szczelnie zamknięte *): woda (w dużej ilości), konserwy mięsne, peklowane mięso, słoiki z przetworami owocowymi (kompoty, ogórki). Sprzęt ratowniczy i pomocniczy. Apteczka. Nóż lub scyzoryk wieloczynnościowy. Latarka (nawet kilka latarek + zapasowe baterie; cenne są latarki nagłowne). Zapalniczka piezoelektryczna. Świece. Butla gazowa z palnikiem. Drewno (już wcześniej zgromadzone do wysuszenia). Radio tranzystorowe. Koce i śpiwory. Sznurki. Odzież.
*) Pamiętaj, że woda pitna jest ważniejsza od żywności.
Mąki czy kasze w torebkach spleśnieją prawie natychmiast...
Nie licz na zdobycie czystej, zdatnej do picia wody. Nie licz na zdobycie suchej, niespleśniałej żywności. Nie licz na zapałki, zaś zapalniczki na kamień mogą cię zawieść (posiadaj zapalniczki piezoelektryczne - na iskrę elektryczną).
Kiedyś spałem wraz z innymi mymi obozowiczami w pobliżu niezbyt wielkiej, górskiej rzeki. Był stan przedpowodziowy. W nocy obudziłem się zadając sobie – półprzytomny – pytanie: „Czemu śpię na dworcu? I czemu ten pociąg jedzie i jedzie?” Później miałem okazję stwierdzić, że to huk wezbranej wody w owej małej rzeczce obudził mnie w nocy. Jej poziom zbliżył się niebezpiecznie do granicy koryta i prawdopodobnie, gdyby woda nocą wzbierała bardziej, spływalibyśmy razem z naszymi namiotami w stronę morza.
Nadejdzie fala powodziowa. Bardzo prawdopodobne, że będziesz nią zaskoczony. Pewnie okaże się, że system monitorowania i ostrzegania powodziowego jest kaleki, lecz i tak jest jedynym źródłem informacji – słuchaj lokalnego radia. Informacje o sile wiatru i o szybkości przemieszczania się czoła fali powodziowej, o szybkości przyboru wody, obszaru na jakim jest ona spiętrzona – będą dla ciebie... sprawą przetrwania. I tak będziesz odczuwał, że zostałeś zaskoczony.
Będziesz przerażony hukiem płynącej wody i jej gwałtownością. Być może doznasz na sobie, czym jest nagłość i moc spiętrzonej fali.
Uszkodzenia i pozostałości popowodziowe: Wracając po powodzi miej się na baczności! Mury mogą być podmyte lub osłabione, a dowiesz się o tym być może za późno, kiedy już zwalą się na ciebie. Pozrywane przewody mogą cię porazić śmiertelnie prądem. Noga może zapaść się w przegniłą podłogę, albo okaże się, że pod deskami nie ma już piwnicznego stropu i choć nawet sama deska wydaje się zdrowa, to nie ma się ona na czym opierać. Schody w każdej chwili mogą runąć... Otoczenie domu też może być groźne! Czekające na osunięcie ziemne zwalisko przedtem w ogóle nie istniało. Otwarcie drzwi garażu może wyrzucić na ciebie spiętrzone przedmioty, nawet o sporej wadze. Płyty chodnikowe, albo płat asfaltu może zapaść się pod tobą i spadniesz do czeluści wymytej przez szalejące wcześniej podziemne wody.
Obniżone morale: Po opadnięciu wód pojawiają się masy gnijących resztek. Wszystko pokryte jest mułem, naniesioną ziemią i różnymi przedmiotami. Przygnębiający jest widok spuchniętych zwłok zwierzęcych utkniętych gdzieś pomiędzy plątaniną gałęzi i powalonych drzew. Na samopoczucie fatalnie wpływa wszechobecny smród, wszechogarniająca wilgoć, grzybica, plaga komarów, przemęczenie całą sytuacją oraz... nuda. Koszmarna nuda w przerwach pomiędzy nużącymi pracami naprawczymi, których wyniku jakoś nie widać, a zapowiadane wsparcie nie nadchodzi. I pewnie nie nadejdzie – świat ekscytuje się już zupełnie innymi wydarzeniami. Śmigłowce odleciały, ratownicy wrócili do domów, reporterzy są zajęci ważniejszymi sprawami…
Podczas powodzi, zwłaszcza gdy przechodzi fala powodziowa, ludzkie siły się kumulują. Jesteśmy spięci i gotowi do działania. Szybko i pewnie ruszamy innym z pomocą. Wiemy też, że możemy sami liczyć na pomoc. Po powodzi starajmy się nie mieć do siebie nawzajem żadnych pretensji! Będziemy duchowo osłabieni i niechętni do jakiejkolwiek aktywności. Wszyscy powodzianie będą patrzeć na siebie wzajemnie i będą widzieć to samo: zniszcznie, rozpacz i brak sił... TO BĘDZIE NAJGORSZY OKRES!
Polecam zapoznanie się ze stroną http://www.witrynawiejska.org.pl/strona.php?p=1891&c=8081
[17.05.2010.]
Zapłaciłem mandat. Żadna rewelacja dla Polaka. Każdy wie, że mandaty płacą dość często ludzie, którzy akurat nie powinni płacić, a główni winowajcy żyją bezstresowo. Tak było i w tym przypadku.
W pierwszych dniach maja - na skutek mojego działania - przed sklepem w pewnej miejscowości pojawiły się dwa worki ze śmieciami. Wkrótce okazało się, że moment pojawiania się został zaobserwowany przez czujnych mieszkańców, którzy natychmiast zgłosili ten fakt policji. A potem całym zdarzeniem zajęła się policja.
Do tej pory uważam, że wszystko jest w porządku. Może powinienem być nieco niezadowolony, że skrupulatni mieszkańcy przypisali mi także i worki, które leżały przed sklepem już wcześniej.
Zabawa zaczyna się od momentu, że od 2004 roku mam zgodę nadleśnictwa na organizowanie terenowych imprez w tych lasach i uzgodniłem, że śmieci będę składał przed sklepem, w kontenerach. W zamian - jak uzgodniliśmy - wraz z uczestnikami moich imprez będę zbierał śmieci pozostawione w lesie przez turystów i mieszkańców owej miejscowości. Robiłem to często w miejscu rezerwatu: dolinie rzeczki Linda - za każdym razem 5 dużych worków 60-litrowych. I fakt: najmniej trzy razy w każdym roku składałem w opisanym miejscu śmieciowe torby pełne zebranych flaszek, plastikowych butelek po napojach, piwnych puszek, papierów i innego barachła.
Okazuje się, że sprzątanie lasu absolutnie nie opłaca się. No chyba, że się pójdzie do właściwego urzędu i dostanie się na to zgodę. W każdym innym przypadku trzeba śmieci zabrać ze sobą do domu.
Zwracam się do Was Wszystkich z ostrzeżeniem: NIE SPRZĄTAJCIE LASÓW. Najmniejszy mandat = 100 zł. Jestem winien skarbowi państwa minimum 2100 zł...
Policja akurat zachowała się jak najbardziej w porządku. Rozumiała problem i chciała rozwiązać rzecz bezmandatowo na podstawie dokumentu nadleśnictwa. W dokumencie tym jednak nie było wzmianki o wyrzucaniu śmieci, a procedury wymagały w takim wypadku (po spisaniu mojego zeznania) wezwać kogoś z nadleśnictwa oraz leśnika z okolic mego działania. Stwierdzając, że tak drobna sprawa miała kosztować tyle papieru, działań i zawracania głowy różnym ludziom, wolałem zapłacić.
[14.05.2010.]
Życie płata figle... Niestety, w tym roku nie będę działał w Bieszczadach - zostałem skierowany do innych zadań. Przepraszam!
Jak zwykle, czyli dopiero w maju rozstrzyga się sprawa naszego bytowania w górach. W tej chwili wiem tylko, że będzie to w sierpniu. Dokładny termin "musi się wypracować". Wszystkim zainteresowanym przypominam, że uczestników bytowania może być nie więcej niż 10 osób. Adeptom towarzyszy do 4 instruktorów.
Uczestnik poniżej 10 roku życia powinien w zasadzie przybyć w Bieszczady razem z którymś z rodziców (przy okazji: zawsze proponuję wersję bytowania "ojciec i zbuntowany syn" albo "matka z dzieckiem, które przestaje rozumieć"). Najstarszy uczestnik może być w dowolnym wieku, byle był samodzielny. Liczy się jednak dobrowolność uczestnictwa.
[10.05.2010.]
Dostałem od Niejakiego Wosmana ("Niejaki" to prawdopodobnie imię) opowieść o przygodzie, jaką przeżył. Publikuję tu z powodów mojego ego:
Rzecz dzieje się w leszczyńskim sklepie LIDL w kwietniowe popołudnie.
W trakcie robienia zakupów, których zresztą nie planowałem, byłem świadkiem fantastycznego dialogu pomiędzy mamą, a jej 6-letnim synkiem. Maluch był widocznie świeżo po wizycie u dziadków, bo perorował o tym, że przeczytał książkę, którą pokazał mu jego dziadek.
- Mamo, a ty wiesz, co to jest SUWIRAL?
- Suwiral? Nie, nie wiem, skąd ci się to wzięło? A co to była za książka?
- Dziadek ją dostał od takiego pana, co śpi w lesie i musi być chyba bardzo stary, bo ta książka też jest bardzo stara. Wszystkie kartki z niej wypadają, ale ma taką ładną, kolorową okładkę z wilkiem!
I młody człowiek rezolutnie, z wypiekami na twarzy, zaczął opowiadać mamie ze szczegółami treść Twojej, Krisku, książki. Jak się rozpala ogień, jak szuka wody tam, gdzie jej akurat nie ma, jak buduje szałas. Jednak najbardziej ekscytował się aromaterapią, pochodzącą ze stóp steranych całodzienną wędrówką w butach.
- Mamo, ty mi złe skarpetki kupujesz. Powinnaś kupować tylko wełniane albo bawełniane, bo one oddychają!
- Bartku, co ty opowiadasz, jak skarpetki mogą oddychać, skoro nie są żywe?
- Oddychają, czyli nie śmierdzą! Jak nie wierzysz, to sobie następnym razem tę książkę u dziadka poczytaj. Jak mi kupisz skarpetki z wełny, to ci je dam do wąchania wieczorem i zobaczysz, że ten pan nie kłamie.
Rodzicielka spojrzała na dziecię z politowaniem, a ono nie zrażone zaczęło cytować obszerne fragmenty z ksiązki (słowo w słowo!). Szczególnie opis ptasich treli, z wyszczególnieniem godzin największej aktywności poszczególnych gatunków, był rewelacyjny.
Nie wytrzymałem i wychyliłem się zza regału, żeby przyłączyć się do rodzinnej dyskusji. Powiedziałem, że znam autora tej ksiązki, że Bartek mówi wiele bardzo mądrych rzeczy i że Krisek byłby dumny wiedząc, że ma tak wiernych czytelników nawet wśród najmłodszych obywateli naszej RP. Podałem też adres strony internetowej, na której może znaleźć więcej szczegółów. Maluch widząc, że spotkał pokrewną duszę spojrzał mi w oczy i zapytał:
- A wie pan, co mi się najbardziej w tej książce spodobało? Było tam takie jedno zdanie, którego na początku nie zrozumiałem, ale potem jak zamknąłem książkę się nad nim zastanowiłem i już chyba wiem!
Przerzuciłem w pamięci co bardziej przenikliwe spostrzeżenia brodatego globtrotera, zawarte przezeń w książce, ale nie przypuszczałem, że 'młody' wybierze akurat to zdanie:
- Najbardziej podobało mi się, jak ten autor napisał: "Tylko sarna jedząca z twojej ręki powie ci prawdę o tobie"
[10.04.2010.]
Napisał do mnie "Wiewiór". Wspomniał o brakach, jakie stwierdził na mojej stronie. Podzielam jego zdanie, aczkolwiek dodam, że już od dawna przestałem się koncentrować na sprawach sprzętu i technik przetrwaniowych na rzecz psycholofii oraz filozofii przetrwania. Wszyscy, którym zależy na tym, czego u mnie nie ma, znajdą to na pewno u Mistrza nad Mistrze, Bogdana Jaśkiewicza: http://zielonakuchnia.prv.pl/
Oto fragment listu:
Podoba mi się strona. Nie zdążyłem wszystkiego jeszcze przeczytać, ale już brak mi kilku szczegółów: ICE w komórce - telefon najbliższej osoby, która może powiedzić coś o osobniku noszącym dany telefon, a może podałbyś również inne alarmowe nr GOPR, WOPR...
Zasadniczo piszę w sprawie gaśnicy: mała samochodowa to raczej żart, wymóg przepisu-absurdu. Niestety, miałem wątpliwą przyjemność jej użyć. Mimo aktualnego badania, wstrząśnięcia i odczekania sekundy po uruchomieniu, wystarczyła na niecałą minutę pracy i... nieugaszenie pożaru. Teraz wożę śniegową 2kg, taką samą proponuję do domu, ma zalety: wielokrotnego użycia dla małego zarzewia, dość duża w przypadku poważniejszego pożaru, łatwa i niekosztowna w napełnianiu, oraz wady: trudno dostępna, w sprzedaży są na ogół większe za duuuże pieniądze.
I na koniec prośba, z pewnością spotkałeś się z 1/ chemicznym źródłem światła - łamiesz i świeci, 2/ racą świetlną - pociągasz zawleczkę i stawiasz na ziemi lub trzymasz w ręce. Jak je zdobyć w Polsce, od kilku lat nie mogę ich kupić w sklepach BHP czy turystycznych, a nie wiem jak się fachowo nazywają - nic mi w internecie nie wychodzi. Jeśli masz jakieś namiary, proszę odezwij się.
Odzywam się krótko: Allegro...
[02.04.2010.]
[11.04.2010.]
![[Rozmiar: 130418 bajtów]](notatki/smolensk.jpg)
[08.04.2010.]
Przy okazji zobaczcie propozycję wyjazdu dla Was na obóz na Ukrainie: http://www.petek.net.pl/zaproszenie-lato2010.htm.
Na wrzesień... szykujemy znów wyprawę do Rumunii z jazdą wozami 4x4 po ich dzikich górach. Termin: 10-20 września 2010. Czekamy na chętnych...
[03.04.2010.]
UWAGA UWAGA... Kto czytał "Długi marsz" Rawicza, ten od razu zrozumie szaleństwo tego przedsięwzięcia... Sami zresztą zobaczcie: http://longwalk.pl/.
10 maja 2010 roku Tomasz Grzywaczewski i Bartosz Malinowski, obaj z Łodzi, ruszają szlakiem wędrówki opisanej w książce Sławomira Rawicza "Długi marsz", na podstawie której Peter Weir (ten sam, który jest reżyserem "Pikniku pod Wiszącą Skałą", "Stowarzyszenia umarłych poetów", "Truman Show" oraz filmu "Pan i władca: Na krańcu świata") nakręcił właśnie film "The Way Back".
Książce Rawicza towarzyszy skandal, gdyż autor opisał swoją ucieczkę z łagru w okolicach Jakucka i wędrówkę przez Mongolię, Tybet do Indii, która to ucieczka okazała się... nie jego. Witold Gliński, żołnierz gen. Maczka, rozpoznał w niej - swoje losy. Artykuł na ten temat ukazał się w świątecznym wydaniu "Rzeczpospolitej" pod tytułem "Ryzykowałem życie, by żyć" a jego autorem jest (z pewnością!) Piotr Zychowicz.
Ciekawostką jest, że Tomasz Grzywaczewski i Bartosz Malinowski spotkali się niedawno z Witoldem Glińskim. A drugą ciekawostką jest, że mamy obiecane korespondencje z Long Walk Plus Expedition - na żywo...
W ostatnim czasie do ekspedycji dołączył operator Filip Drożdż...
[7.02.2010.]
Zachorowałem sobie, niegroźnie na szczęście, zatem znalazłem czas, aby tu zajrzeć z zamiarem popracowania nad nowymi materiałami. A nagromadziło się wiele...
Z zaległości mam zamiar wziąć się za uzupełnienie zdjęć związanych z wyjazdem 4x4 do Rumunii (patrz w dół). Podobny zabieg uzupełni informacje na temat mego spotkania z gimnazjum nr 1 w Lesznie i co z tego wynikło - a wspomnienia mam rewelacyjne (patrz w dół). Powinienem chyba wspomnieć o moich pokonferencyjnych publikacjach na temat survivalu, bo to w końcu szereg tekstów, które poszły w świat nauki i promują survival. Będzie też mowa o planach i możliwościach...
A to wszystko pojawi się poniżej tego tekstu.
[6.02.2010.]
Oto dowolna interpretacja obozu w Zalesiu (19-24 stycznia 2010), będącego dalszym ciągiem unijnego programu operacyjnego Kapitał Ludzki "Miasto Leszno - survival w gimnazjum" (najechanie kursorem nad fotki pokazuje komentarz):

Przetrwaliście Nasi Młodzi Przyjaciele? My Was jeszcze dopadniemy!
Wykonawcami programu w Zalesiu byli: Agnieszka 'Psycho' Skorupa, Aleksandra Zagrocka, Filip 'Wosman' Andrzejczak, Przemysław 'Fredi' Ferfet, Adam 'Maupa' Jagiełło, Stanisław 'Dottore' Kędzia, Krzysztof J. 'Krisek' Kwiatkowski, Jakub 'Yamo' Madej, Bogdan Pawilojc, Krzysztof 'Petek' Petek, sunia Tajga.
[22.11.2009.]
Sytuacja opisana poniżej jest hipotetyczna, ale... rzeczywista, tylko w innej sytuacji, w innych proporcjach, innych szczegółach. Nie będzie nam to jednak przeszkadzało, by nacieszyć się nią:
"Szanowny Panie!
Jest Pan Głównym Koordynatorem Kursu Pilotów Śmigłowców. Zapisałem się na ten kurs sądząc, że będę potraktowany jak poważny człowiek, czyli tak, jak na to zasługuję prowadząc działalność związaną ze szkoleniem w przycinaniu grzywek nad czołem w systemie bostońskim. Przewodniczę organizacji "Boston Mane", do której przynależy 25000 internautów z całego świata pragnących porządku w sprawie grzywek. Grzywki są istotnym elementem kultury masowej, ale i tożsamości osobniczych jako i narodowych. Rola przycinania grzywek jest cennym wkładem w tworzeniu nowoczesnego społeczeństwa. Moja organizacja należy do przodujących w świecie.
W związku z planowaną wyprawą na Górki Kieleckie zgłosiłem się na kurs pilotów, jednak wyprawa na lotnisko zmieniła moje podejście do przedstawianej filozofii latania, a szczególności do pańskiej osoby jako autorytetu i organizatora tego typu imprez.
W związku z tym mam do pana pytania:
1. Czy zła organizacja szkolenia może spowodować sprowadzenie zagrożenia na uczestników? Mam tu na myśli fakt, że startujące maszyny mogą skaleczyć kursantów, którzy w czasie przerwy chcą sobie pograć w siatkówkę plażową. Mam też wątpliwości wobec sytuacji startu śmigłowców podczas opadów: uważam, że ostatni deszczyk zacinał z prawej strony każdej maszyny, a więc na jej korpusie zbierała się woda. Korpusy są duże, zatem jeśli na dużej powierzchni zgromadzi się woda, to stanowi to jakąś masę. Obciążenie tylko jednej strony korpusu musi bezwzględnie zaburzać sterowalność maszyny.
2. Nikt mnie nie poinformował o kolorze korpusów i w związku z tym miałem strój, który wyróżniał zdecydowanie moją sylwetkę w kabinie. W dzisiejszych niepewnych czasach pilot wyróżniający się kolorystycznie może od razu stać się celem ataku grupy terrorystycznej, a przecież nigdy nie wiadomo, czy właśnie do naszego kraju nie przyjechała taka grupa.
3. Nikt mnie nie poinformował o konieczności zapinania pasów. A w końcu w powietrzu nie grozi nam kontrola policji drogowej. Tymczasem zapięcie pasa przez pana pracownika na mojej klatce piersiowej zgniotło bombkę choinkową, którą mamusia zawsze dawała mi jako amulet. I od tego momentu zaczęły się nieszczęścia.
4. Zawsze w chwilach stresu rozkładam sobie na podłodze moją elektryczną kolejkę. Tymczasem nawet nie zapewniono w pana śmigłowcach odpowiedniej powierzchni do tego. Jestem człowiekiem mało konfliktowym, a poza tym łatwo godzę się z niewygodami, zatem wybudowałem tylko fragment torowiska. Kiedy jednak chciałem włączyć kolejkę do prądu, pana pracownik użył bardzo szpetnego wyrażenia i powiedział, że zaraz wyrzuci mnie z maszyny. Jestem człowiekiem honoru i nie daję się tak traktować, więc sam wyszedłem. Jednak pana pracownik nie poinformował mnie wyraźnie, że się już wznosimy. Jest mi teraz winien za spodnie, które rozdarły się kiedy wisiałem zaczepiony o płozę (przy okazji dodam, że płoza była brudna). Jeśli pana pracownik nie zrekompensuje mi tej straty, będę zabiegał o to, aby pan to zrobił.
5. Kiedy wisiałem przy płozie, zadzwonił mój telefon w kabinie. Mam prawo do prywatnych rozmów przez mój prywatny telefon. Jednak pański pracownik nie podał mi go, tylko sobie sam gadał z kolegą na wieży.
6. Pański pracownik bezprawnie skrócił lot. Miałem w tym momencie przed sobą całą godzinę lotu (minus te pięć minut na wznoszenie). Pańskie foldery dokładnie podają ilość minut, zatem mam przekonanie, że chce pan sobie nabić kabzę na naiwnych kursantach. Nie dopuszczę do tego! Miałem jeszcze nadzieję, że pana pracownik mnie przeprosi za wszystko i naprawi swój błąd i wtedy - oczywiście po uzyskaniu finansowego zadośćuczynienia - wybaczę jemu oraz panu. On jednak podszedł do lądowania, potem podbiegli jacyś nieznani mi ludzie. Prawdopodobnie chcieli mnie okraść korzystając z zamieszania i faktu, że wiszę pod płozą. W każdym razie obłapiali mnie na różne sposoby, by odwrócić moją uwagę. Oczywiście ja się nie dawałem. Szczęśliwie w tym momencie spodnie się rozdarły (to był jedyny pożytek, ale za spodnie i tak trzeba będzie oddać!), ja znalazłem się na ziemi i mogłem zacząć kopać tych ludzi. W tym czasie pański pracownik (piszę cały czas "pracownik", bo nie jest on godzien, aby go nazywać instruktorem albo pilotem) wylądował i głośno coś krzycząc i rzucając na ziemię niesionymi przedmiotami pobiegł w stronę wieży.
7. Słowa, które wykrzykiwał pański pracownik były obelżywe i miałem - słuszną - nadzieję, że odnoszą się do napastników. W tym momencie byłem skłonny nawet nie żądać słów przeprosin za to, co było wcześniej. Słowa odnosiły się wszelako do mnie. Ponadto rzucane przedmioty okazały się być moją kolejką wraz z torowiskiem, zaś kabel zasilający kolejkę był brutalnie urwany, a jego końcówka zapewne pozostała w śmigłowcu wetknięta w miejscu, gdzie ją włączyłem. To jeszcze jeden dowód na to, że czerpie pan korzyści cudzym kosztem, nawet w przypadku takich drobiazgów.
Ponieważ jako kierownik kursu bierze pan odpowiedzialność za działania pozostałych instruktorów, jestem dość zaskoczony i zmartwiony pana brakiem zainteresowania w rozwiązaniu przedmiotowej sprawy oraz prób jakiegokolwiek jej rozwiązania. Znając i ceniąc pana dorobek jak i pracę zawodową, biorąc pod uwagę konsekwencję niekorzystnej interpretacji powyższych kwestii w ujęciu administracyjnym, chcę zachęcić do rozpoczęcia dialogu w kierunku mediacji, a nie zaostrzania konfliktu."
[15.11.2009.]
Kontynuuję to, co zacząłem dużo dużo wcześniej, a co ostatnio było poruszone poniżej = w artykule DOSTALIŚMY EMAILA, A NAWET DWA [29.05.2009.]
Na dziejące procesy często nie ma rady: źródełko wybiło i rzeka płynie. Człowiek, który wpadł w jej nurty, zadaje sobie rozpaczliwie pytanie: "Dlaczego ja?" Tymczasem odpowiedź powinna być prosta: "Boś tędy lazł, baranie!" Naturą natury jest czynić coś w sposób niejako naturalny. Jeśli chce się to zrozumieć, trzeba się przyglądać i czynić spostrzeżenia - zawsze się coś ułoży w jakąś całość.
Młodzieżowy Ośrodek nr 2 w Łodzi został zamknięty wobec tego w sposób naturalny. Wcale nie dlatego, że wykryto tam spisek przeciw najjaśniejszej głowie państwa, lub że wychowawcy przerabiali wychowanków na pokarm dla psów... Tyle lat pracując w polskiej Oświacie zorientowałem się już dawno, że nie takie rzeczy zamiecie się pod dywan. Łódzki Wydział Edukacji ma swoją naturę i ta natura mu każe postępować zgodnie z naturą... Ta natura została wszakże pięknie pokazana w trakcie całego procesu działań służących likwidacji.
Najpierw były działania przygotowawcze, aby w ogóle mógł pojawić się powód pozwalający łódzkiemu WE obrócić swe pańskie oko we właściwą stronę. Potem był okres, kiedy działania przygotowawcze stały się już głównym frontem robót - wtedy jakiekolwiek ingerencje wychowawców, by sprawę naprawić, były nie na miejscu. Dlatego wychowawców odsuwało się od tych spraw jak najdalej, choćby piętnując ich (za co i w jaki sposób - było tu całkiem nieistotne). Do tego - jak najbardziej profilaktycznie - odmawiało się odsuniętym wychowawcom prawa bronienia swego dobrego imienia, zaś pozostałym - stanięcia w ich obronie. Tzw. "władza" unikała kontaktu z pracownikami pedagogicznymi jak ognia, wystarczał kontakt z własną "piąta kolumną". Kiedy odsunięci wychowawcy doczekali się opinii niezależnych instancji, że nie są niczemu winni, wówczas rozpoczęła się ze strony WE gra na zwłokę i rzucanie obietnic.
Obietnic było sporo, pokrętnych i kłamliwych, a wszystkie służyły temu, aby osoby zainteresowane zachowywały się spokojnie i czekały na wypełnienie obietnic (jak w starym kabarecie "Pod Egidą" z czasów PRL). Czas płynął, "przeszkody obiektywne" pojawiały się zawsze we właściwym momencie, następowały więc następne obietnice. To pozwoliło placówce istnieć 8 miesięcy bez dyrektora i tylko z jakąś małą namiastką. Czas płynął jak rzeka...
Wtedy biedne i nieszczęśliwe władze Wydziału Edukacji, nagle bezradne wobec decyzji Rady Miejskiej miasta Łodzi, musiały zlikwidować MOW nr 2. "Nic to" mówiły "od września wszystko znów ruszy i macie pierszeństwo w znalezieniu zatrudnienia w nowiutkiej, świeżutkiej placówce!". W ten posób doczekaliśmy się nawet zapewnienia, że z początkiem roku szkolnego sam prezydent Kropiwnicki dokona uroczystego otwarcia. Znając łódzki WE, nie wierzyliśmy. I całkiem słusznie - proszę pojechać na ul. Łucji 12/16 w Łodzi i zobaczyć, czy już dach skończony...
Tymczasem naturze łódzkiego Wydziału Edukacji zabrakło jakiegoś ruchu... No i mamy kolejnego puzzla z naszej układanki, czyli artykuł w piątkowej łódzkiej Gazecie Wyborczej pt. "Szkoły do likwidacji" (w poniedziałek powinien tu pojawić się link do artykułu gw_szkola). I w ten sposób, dzięki dłuższej obserwacji poczynań władz miasta oraz porównując za każdym razem przyjęty modus działania, możemy zacząć coś rozumieć... Oni już tak mają. Czyli zza węgła, znienacka, udając, że chodzi o coś zupełnie innego. A jeszcze do tego - w formie improwizacji, nieudolnie, nieprofesjonalnie za to z wielkimi hasłami.
Co jest tu dla nas ciekawe... Nazwiska osób warzących to piwo wymieniałem, a zresztą widnieją one po wielekroć w tekstach Marcina Masłowskiego z Łódzkiej Gazety Wyborczej. Tak tak, tego samego, który potrafił napisać kilka artykułów o tym samym wydarzeniu, dzień po dniu, choć nic się nie działo - to charakterystyczne w wypadku artykułów na zamówienie (nawiasem mówiąc, tym razem pisze już Marcin Markowski, którego artykuł jest już w zupełnie innym tonie - coś się zmieniło? inne frakcje dochodzą do głosu?). Ciekawe jest też, że nic nie wiadomo, co wynika z działań CBA, która to agencja została wezwana na pomoc pismem przerażonych sytuacją wychowawców. CBA przeżywa kryzys, więc... znów wszystko pod dywan?
A losy ludzi, którzy stracili pracę? Och... to nieważne... Skąd to wiem? Ano wiadomo skąd - z działań łódzkiego Wydziału Edukacji, który w pierwszej kolejności dał pracę tym, którzy byli nijacy, bez własnego zdania, nie walczyli o siebie i kolegów, no i...nie uprzykrzali Wydziałowi życia. Ci ludzie (niektórzy zupełnie bez wyrazu) kształtują teraz ludzkie charaktery. A pozostali? W zasadzie dostali wybór... nie chcę o nim pisać...
[02.11.2009.]
Zapomniane tu przeze mnie, bowiem rzecz wydarzyła się w 65 rocznicę bitwy pod Arnhem (zatem we wrześniu) pokazanej w filmie "O jeden most za daleko". Pojechałem w to miejsce wraz z przyjaciółmi od survivalu: Łosiem, Strzałą i "Niejakim Fiskarsem" (słynnym łamaczem siekier marki Fiskars na bieszczadzkim drewnie). Nocowaliśmy na kempingu Oosterbeeks Rijnoever, którego właścicielem jest Pieter Brantjes. Dokładnie w tym miejscu miało miejsce forsowanie Renu przez Polaków z 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej - w tym mojego ojca.
Bardzo mocno odczuliśmy życzliwość Holendrów dla nas, przedstawicieli polskiej nacji. Na kempingu byli przybysze z Anglii - Mike Hyde i jego przyjaciele mieszkali w namiocie... pod polską flagą, co widać na jednym ze zdjęć niżej...

Szkoda, że nie było z nami Fransa i jego syna, Robina, Ammerlaanów - mieli w tym czasie własną batalię - ze świńską grypą...
[25.10.2009.]
Zaczął się nowy etap propagowania myśli przetrwaniowej w edukacji. W Lesznie został opracowany program, który uzyskał dofinansowanie unijne a skorzystają z niego uczniowie gimnazjalnych klas pierwszych. Chętni będą mogli co miesiąc wybrać się z survivalowym przewodnikiem na dwu-trzydniową wyprawę leśną. Spanie w namiocie (może także zimą!), ćwiczenia na linach między drzewami, sztuka rozpalania ognia z niczego, budowa schronień, poznawanie własnych reakcji na zimno, zmęczenie, upał lub ból, a przede wszystkim radosne stawanie się zaradnym i odpowiedzialnym człowiekiem - to niektóre zadania programu.
W dniach 24-25 października odbyły się pierwsze spotkania w gimnazjach (1-szym, 2-gim i 5-tym - w Lesznie oczywiście). Przyszli survivalowcy mieli okazję obejrzeć prezentację fotografii obrazujących survivalowe działania i posłuchać opowieści, zaś następnego dnia odbyło się rozpoznawcze penetrowanie okolicznych lasów. Chociaż pogoda była taka sobie (na szczęście nie padało), humory były naprawdę dobre. Na szczególną uwagę zasługuje to, że nikt nie uskarżał się na przemoczone buty lub jakieś inne niewygody, których parę było. To bardzo dobrze wróży na przyszłość.

Należy spodziewać się pięknych przygód i nowych przyjaźni. Piszę to z satysfakcją, bowiem to ja miałem przyjemność prowadzić te zajęcia, i będę - kolejne. Dziękuję Ci - Leszno. Było super!
[14.10.2009.]
Informuję, że nie jestem bliskim krewnym ani dalekim krewnym Krzysztofa Kwiatkowskiego, nowego ministra sprawiedliwości. Nie podpisałem z nim również żadnej notarialnej umowy, ani tajnej umowy o współużytkowaniu imienia z nazwiskiem.
Ponadto informuję, że wspólnota imienna połączona ze wspólnotą nazwiskową jest przypadkowa i nie idzie za tym żadna inna wspólnota. Nie wyprę się jednak, że znam jeszcze trzech innych Krzysztofów Kwiatkowskich, którzy stali się w czymś specjalistami i mają nawet znaczący dorobek - przeszła mi zatem przez głowę niecna myśl, że wszyscy oni, dobrowolnie, mogliby wziąć udział we wspólnym przedsięwzięciu (np. wycieczka na Kilimandżaro albo rajd samochodowy do krańca świata), które byłoby znane pod nazwą "Krzysztof Kwiatkowski wyjeżdża...", zaś cały świat zastanawiałby się o którego z nich chodzi.
Jednocześnie bardzo proszę nie zwracać się do mnie o pomoc w wypuszczeniu krewnych lub znajomych z pierdla. Proszę też nie sądzić, że skoro osobiście poznałem obecnego ministra ze dwa tygodnie temu i uścisnąłem mu dłoń, po czym obaj wyraziliśmy zadowolenie z faktu wzajemnego poznania, to podejmę się pośrednictwa w utajnieniu sprawy związanej z... wiecie z czym.
[12.10.2009.]
W serwisie nowe książki i filmy, a także nowe wydarzenia... za nami... Poszukajcie...
Odbyło się "pierwsze takie" spotkanie z Jackiem Pałkiewiczem w Głogowie. Przyjęta tam formuła ma szanse na rozwój, bowiem może być całkiem niezłym show, połączonym z pozytywnym kontaktem między ludźmi oraz okazją do spotkania myśli przetrwaniowej. Jeślibym czegoś się czepiał, to faktu, że było... zbyt kameralnie. To interesujące miasto - i to w swoje 900-lecie słynnego oblężenia - nieco zaniedbało skutecznego powiadomienia swoich obywateli. Szkoda... Chociaż spotkanie z młodzieżą przy ognisku pierwszego dnia miało ów 'nerw'.
Miłym akcentem było spotkanie Jacka Pałkiewicza z trójką przedstawicieli lęborskiej drużyny harcerskiej imienia... Jacka Pałkiewicza. A szczególnego smaku dodawał fakt, że 'młodzi' jechali na to spotkanie 11 godzin w jedną stronę!

Nam - gościom, było w Głogowie dobrze. Nasza trójka świetnie się czuła (jak wierzę) w swoim towarzystwie, byli z nami także przyjaciele z Chodzieży, Bydgoszczy, Chojnic, Warszawy i innych miast, a tworzyliśmy wspólnie sympatyczną bandę. Byli z nami młodzi ludzie, mieszkańcy Głogowa, którzy pomagali nam w podtrzymywaniu dobrego samopoczucia - dziękujemy! Trudno, bym się nie pochwalił wspólnym zdjęciem z Jackiem, z Krzyśkiem oraz naszą organizatorką spotkania, a zarazem rewelacyjną opiekunką...

Tymczasem w październikowym Traveler, dodatku do polskiego wydania National Geographic - całkiem sporo o survivalu. Warto kupić!

[03.10.2009.]
Po raz pierwszy odbędzie się survivalowe spotkanie na szczycie: Jacek Pałkiewicz, Krzysztof Petek, Krzysztof J. Kwiatkowski - w Głogowie, 9-tego października o 16:oo ognisko na placu przy Kolegiacie. W programie:
16:30 Zenon Hendel - "Głogów u zarania swoich dziejów"
17:00 Krzysztof Petek - "Jak zostać dziennikarzem"
17:30 Krzysztof J. Kwiatkowski - "Survival po polsku"
18:00 Jacek Pałkiewicz - "Sztuka podróżowania pasją życia"
19:00 zakończenie
W trakcie ogniska catering, pieczenie kiełbasek. Ognisko poprowadzi: Piotr Mosoń
10-tego października od rana (10:oo?) Kajtek Ginter wraz z "Człowiekiem od Siebie" oraz z "Ludziem Kriska" urządzi imprezę linową (fosa miejska), zaś o godzinie 18:oo w Miejskim Ośrodku Kultury odbędzie się spotkanie autorskie: Jacek Pałkiewicz, Krzysztof Petek, Krzysztof J. Kwiatkowski
[23.07.2009.]
Już jestem znowu w domu. Obozik w Bieszczadach miałem ci ja w tym roku malutki i całkowicie różniący się od wszystkich poprzednich. Otóż uczestników miałem zaledwie trójkę, ale nie byli to typowi adepci survivalu, jak poprzednio. Byli to uczniowie gimnazjum, wiek: 13-15 lat. W zasadzie były to pogubione dzieciaki, które nie wiedziały czego w ogóle można oczekiwać od survivalu, ani tego, że zmęczenie może być przyjemnością. Miały one być tzw. dziećmi trudnymi, a okazały się - jako rzekłem - pogubionymi.
Obozik trwał 2 tygodnie i skończył się, kiedy właśnie dzieciaki zaczynały "załapywać". Szkoda... Fakt jednak, że byłem pod koniec zmęczony. Było to jednak zmęczenie pasjnonata, który miotał się w zdumieniu, że kogoś może nie interesować to, co on ukochał. Nikt kosza mi na głowę nie założył. Zresztą nie jestem takim typem.
Pod koniec naszego obozowania mieliśmy miłe odwiedziny: pięciu uczestników pieszej wędrówki z południa Polski na jej północ nocowało wraz z nami w bieszczadzkim dzikim zakątku. Warto zajrzeć na ich stronę http://www.freetown.pl/. My jesteśmy w domach, a oni wciąż wędrują... Obiecali nam po powrocie relację :)
Są już poważne oznaki, że survival jest w sferze zainteresowania "wyższych czynników". Wkrótce pojawi się wydanie na temat inności (w tym artykuł o inności i survivalu) po konferencji naukowej w WSP w Łodzi. Niebawem powinna pojawić się zbiorowa publikacja (z moim artykułem o survivalu) po konferencji w WSHiE w Łodzi. W listopadzie wygłoszę referat o survivalu i jego zastosowaniach na Uniwersytecie im. kardynała Wyszyńskiego - artykuł już napisany. Dla wydawnictwa pedagogicznego Raabe szykuje się artykuł... a jakże, o survivalu w wychowaniu. Wszystkie te zdarzenia wzięły się z zainteresowania uczelni i wydawnictwa. I to jest właśnie ważne. Chodzą też słuchy o szykującej się kolejnej, międzyuczelnianej konferencji poświęconej survivalowi. A spieszę donieść, że prowadzący kurs dla instruktorów survivalu (była wcześniej o tym mowa tutaj) na pewno będą mieli wiele do powiedzenia.
A w Łódzkiej Resocjalizacji wielkie zmiany! Zaczął się w lipcu remontować dach na budynku MOW nr 2, z którego w tym celu wywieziono wychowanków w kwietniu, a pracowników zwolniono (od września nie będzie już nikogo). Dalszych remontów zapewne już też nie będzie, bo zabraknie kasy. Ileż może narobić jeden remont dachu w tych czasach... A wcześniej przeżyłem w tym miejscu już dwa takie, za to w dużym spokoju.
[01.07.2009.]
Wróciliśmy z Rumunii. Czyste szaleństwo, ileż ta wyprawa dała radości! Takiej niewymuszonej, prostej, no i w dobrym towarzystwie... Niedługo będzie sprawozdanie i uwagi. Ale to dopiero po moim bieszczadzkim oboziku, który zapowiada się nader ciekawie, gdyż zmusza mnie do pewnych zmian w formule (a to oznacza rozwój) i który potrwa do 20 lipca.
[29.05.2009.]
W EduNews pojawił się wywiad z Kriskiem - rozmawia Agnieszka Andrzejczak.
[26.04.2009.]
Wyszła naświeższa książka Pałkiewicza - o Amazonce. Szczerze mówiąc: w jakiś sposób może i przyczyniłem się do jej powstania (jeśli, to w dziesięciotysięcznej części promila), gdyż zapytany o moje zdanie w tej kwestii, mocno zaznaczyłem, że pojawić się powinna.
Dyskusja nad odkryciem źródeł Amazonki była zacięta i niekoniecznie dżentelmeńska. Najbardziej podobał mi się argument "człowieka wątpiącego", który brzmiał mniej więcej tak: "Co to za odkrycie, skoro Józek w zeszłym roku przejeżdżał rowerem koło tamtego miejsca?!" Tymczasem - moim zdaniem - cała kwestia była nieporozumieniem, którego by nie było, gdyby Pałkiewicz użył sformułowania "oznaczenie źródeł", a w końcu przecież wciąż tego stanowiska bronił. Miał do tego pełne prawo oraz wsparcie ze strony przyjętej metodyki, współpracy ze strony specjalistów, a na koniec - ze strony władz państwowych kraju, na którego terenie owe źródła się znajdowały.

Sądzę, że w poodkrywanym już na lewo i prawo świecie, niewiele jest miejsca na kolejne odkrycia. Jednocześnie warto sobie uświadomić, że słowo "odkrycie" oznacza spostrzeżenie, zbadanie, określenie i nazwanie czegoś, co nieustannie koło nas istniało, aleśmy sobie nie zdawali z tego sprawy. Józek mógł nawet moczyć nogi w źródłach Amazonki, ale nie zdawał sobie sprawy, że to Amazonka. Uważał to miejsce za zwykłe mokradło koło ścieżki...
Zdarzenie zatem ma pełne prawo do nazwy "odkrycie", ale skoro kogoś kłuło w oczy, bo zbyt przywiązał się do tajemniczych, samotnych wysp bezludnych, to trudno. Dlatego namówiłem Jacka Pałkiewicza, aby rozwiał wątpliwości i pisał o najnowszym wyznaczeniu źródeł. Czy tak zrobił - przekonajmy się...
[06.04.2009.]
Krisek został zaproszony do objęcia pieczy nad szkoleniem na Instruktora Survivalu jako kierownik merytoryczny.
Szczegóły w dziale imprezy.
[10.01.2009.]
W najnowszej książce Jacka Pałkiewicza "Sztuka podróżowania" jest zacytowany mój tekst napisany specjalnie do tej książki, który dotyczy podróżowania właśnie (na stronie 38). Jestem z tego tekstu dumny. Jeśli chcecie poznać mój pogląd - zajrzyjcie tam...
[03.01.2009.]
Przypominam, że informacje o zachowaniu się podczas mrozów i opadów śniegu, a także w razie wystąpienia lawiny, znajdują się w naszym serwisie w dziale "ABC survivalowca".
[02.01.2009.]
Znaleziono w necie recenzję mojej książki. Wystawiono ją w Biblionetce. Dziękuję - miłe...
O byciu niebezradnym
Redakcja BiblioNETki poleca!
Książka: Survival po polsku: Szkoła przeżycia dla normalnych i szalonych (Kwiatkowski J. Krzysztof)
Książka była wydana po raz pierwszy w 1996 roku, a więc przed nią ukazała się tylko jedna książka Polaka o sztuce przetrwania, autorstwa Jacka Pałkiewicza, ale... było to tłumaczenie z języka włoskiego, gdyż autor tam mieszka na stałe. Obecnie parę rad zawartych w książce lekko trąci myszką, ale jest to wynikiem nazbyt szybko zmieniającego się świata.
Na pewno "Survival po polsku" jest książką, która przecierała szlak. Nie jest napisana schematycznie, w każdym fragmencie wyczuwa się, że autora niesie pasja. Komunikacja z autorem - jak przy ognisku. Język może wydać się purystom niespójny, ale wyczulony czytelnik rozpozna intencje autora. Jest to manewr, który ma za zadanie zainteresować młodego czy niedoświadczonego czytelnika, jak błystka migająca koło haczyka, którym jest rzetelna informacja. Mówiąc lekko o rozmaitych życiowych zjawiskach, autor wprowadza do poważnych refleksji i zmusza do wartościowania. Znane mi są opinie innych ludzi, że właśnie sposób narracji wciąga szczególnie, choć to, zda się, tylko "poradnik".
A wszystko tyczy się przetrwania. Ma się wrażenie, że treść będzie odnosić się do rekreacyjnego, choć nieco poważniejszego spaceru po lesie. Ale już na początku autor mówi, że sprawa jest daleko bardziej złożona, zaś uzyskany wynik zależny jest od nas samych. A potem okazuje się, że mowa również o powodziach i pożarach. A potem okazuje się, że mowa o przetrwaniu wśród... swoich. I że to nie jest proste.
Jeżeli kiedykolwiek autor przystąpi jeszcze raz do pisania o survivalu, będzie to dzieło niezwykle ważne. I bardzo dojrzałe.
[28.12.2008.]
Zajmij Ty się survivalem, a nie pierdołami, OK? ;D
Dnia następnego: niech będzie, że nie "pierdołami", ale spróbuj odkryć atrakcyjność, przydatność i urok sztuki przetrwania - SZTUKI, powtarzam...
[25.12.2008.]
Tak jest! Nie dajmy się zwieść. Rok 2008 pokazał (a jeszcze się nie skończył, kiedy to piszę, więc jeszcze może pokazać), że jest pełen niespodzianek. Bądźmy czujni!

"Mik" sam mi przekazał informację tego rodzaju - bądźmy czujni, powtarzam... A swoją drogą przecież wiem, że sobie świetnie poradzimy - mamy to we krwi. A więc bawcie się i bądźcie zdrowi!
[24.12.2008.]
Tak się złożyło, że 3 spośród 4 nominowanych do nagrody National Geographic Travelery 2008 w kategorii Wyczyn Roku były zapowiadane, opisywane lub nawet szeroko relacjonowane w naszym serwisie:
Mamy jak widać dobrą 'rękę' do ważnych imprez.
(To ja zgłaszam swoją jesienną wyprawę na grzyby, wkrótce umieszczę relację, zaraz... gdzieś tu miałem zdjęcie grzyba - Monter)[23.12.2008.]
W dziale "Przygody (z survivalem)" specjalnie dla "Survivalu dla Wszystkich" Mirosław Olszycki relacjonuje wyprawę z września: relacja - jest to ciąg dalszy informacji, którą rozesłał 11 września.
[20.12.2008.]
Czyli Staszek i Mariusz w lesie.
Jeśli zajrzycie do naszych imprezowych aktualności, to znajdziecie, że:
Nadbałtyckie Centrum Kultury (Gdańsk, Korzenna 33/35) w dniach 21-22 października 2008 roku organizuje survivalową imprezę.
Wstęp wolny, a szczegóły tutaj:
http://www.trojmiasto.pl/info_imp.php?id_imp=107486.
[09.10.2008.]
Cytuję tu sam siebie z książki "Survival po polsku":
W październikowej odsłonie miesięcznika Fokus znajdziecie artykuł Macieja Nikodemskiego pt.: "Gliniana multiwitamina?". Jest tam wiele na temat zjawiska spożywania tego specyficznego daru naszej planety. Pozwolę sobie na odrobinę satysfakcji, zwłaszcza, że znalazłem w artykule swoje nazwisko...
Przypomnę też przy okazji książki nieocenionego Łukasza Łuczaja "Podręcznik robakożercy" oraz "Dzikie rośliny jadalne Polski", jak również Detleva Henschela "Jadalne dzikie jagody i rośliny".
[08.10.2008.]
Od wczoraj mamy w zestawie linków (folder Źródła wiedzy) namiar na Chorwację (Hrvatska), kraj który Polakom zawsze się podobał, a w którym działa Croatian Outdoor Survival School (Hrvatska Škola Preživljavanja).
[08.10.2008.]
Jestem wychowawcą dyplomowanym z tzw. "pierwszego rzutu". Ponieważ jestem czasem mało pokorny i równie mało dbam o sprawy nieistotne, moje przedstawione materiały były nie do końca wg wymagań. Mimo wszystko je zatwierdzono. Był to zapewne gest, gdyż jak mi potem przekazano, nikt nie chciał sarkać widząc mój faktyczny dorobek. Od tamtej pory zdołałem nauczyć się jeszcze więcej i dokonać jeszcze więcej. Nie mam jednak żadnego poczucia satysfakcji z dyplomowania. Jednocześnie z przyznaniem dyplomowania anulowano moje zdobycie I stopnia specjalizacji i wymazano wszystkie długotrwające zabiegi koło jego zdobycia i zaliczenia egzaminu (mówiono mi wtedy, że z moim dorobkiem mógłbym mieć od razu II stopień, ale przepisy nie pozwalają). Podwyżkę za dyplomowanie dostałem w ilości 1/3 w stosunku do obietnic. Nie jestem człowiekiem starym, ale do końca życia nie czeka mnie już żaden awans, ani żadna poważna podwyżka mimo mych zasług...
W "drugim rzucie" dyplomowanymi zostali moi koledzy z miernym dorobkiem, ale za to z koneksjami, więc sobie wzajem poświadczyli, że ich fikcyjny dorobek nie jest fikcją. Komisja weryfikacyjna to przełknęła gładko. Miałem ochotę zrzec się dyplomowania, bo było to dla mnie jakby naplucie w twarz. Pomysły władz wraz z okrojeniem podwyżki dla dyplomowanych poszły w kierunku egalitaryzmu: każdy nauczyciel - dyplomowanym (wcześniej czy później). Zbieranie fikcyjnych świadectw o ukończeniu kursów aż furczało. I jest tak do tej pory.
W "trzecim rzucie" pomagałem osobiście w ułożeniu materiału na dyplomowanie dwu moim kolegom, którzy rewelacyjnie pracowali z młodzieżą, ale nie mieli cierpliwości do ciągłego poprawiania zebranego materiału, gdyż wymagania zmieniały się w trakcie. Było to niezwykle męczące. Zwłaszcza, że wymagania zmieniły się tylko pod względem formalnym. Merytorycznie schodziliśmy w dół.
Moje wnioski: jestem dyplomowany, wciąż się rozwijam, niewiele z tego mam i nic więcej mnie nie czeka. Patrzę jak wyrównuje się drogę do awansu moim młodszym kolegom. Nadziei nie mam żadnej. Na nic.
Dodam, że pracuję z młodzieżą trudną. Na początku mej kariery dostawałem 60% dodatku za trudną pracę. Kiedy w Nowej Polsce były pierwsze poważne podwyżki dla nauczycieli, nam obniżono dodatek do 50% - zarabialiśmy tyle samo. Druga poważna podwyżka dla nauczycieli dała nam odjęcie 20% dodatku, czyli do 30% - zarabialiśmy więc nadal tyle samo. Obecnie dostajemy dodatek nie procentowy, ale w postaci stałej sumy. Jest to ok. 20% dodatku. Na co jeszcze można liczyć...
Wiem wiem... na kolejne zmiany...
[01.10.2008.]
Dostalem zamowienie na podrecznik akademicki dotyczacy survivalu i jego wplywu na ludzi. W zwiazku z tym bardzo prosze o pomoc. Bedzie ona polegala na dostarczeniu mi tekstu na temat swego spotkania z survivalem. Tak wlasnie brzmi zagadnienie: "Moje spotkanie z survivalem".
Nie chodzi jednak o romantyczne wizje "z pierwszego dnia", ale o analize owego spotkania, i co dalej... Nie moge rozwijac tematu, gdyz narzuce komus mysli.
Istotne jest:
Sprawe uwazam za bardzo pilna. I z gory dziekuje!
UWAGA: na odpowiedzi czekam do 19 pazdziernika.
[01.10.2008.]
TUTAJ WŁAŚNIE znajdziecie geograficzne współrzędne miejscowości w Polsce.[27.09.2008.]
Dopiero teraz umieszczam link, abyście zajrzeli w miejsce, które Was natchnie. Potem już sami podejmiecie decyzję...
Pamiętajcie, że jesteśmy integralną częśćią przyrody (wiem, że to brzmi strasznie poważnie), a zatem powinniśmy szukać i korzeni, i związków, i radości pokrewieństwa...
Idź tam![26.09.2008.]
Pojawiła się już zapowiadana przez Łukasza praca zbiorowa poświęcona dzikim roślinom jadalnym. Jest ona wynikiem prac konferencji naukowej z 2007 roku. Dla miłośników tematu - rarytas. Dla zaciekawionych - okazja do zapoznania się z rodzimymi roślinami, które jadano niegdyś i które jada się nadal. Książka zawiera pięć artykułów, w których maczał palce Łukasz.
Nieustannie zastanawiają mnie ludzkie reakcje na roślinki rosnące tuż pod nogami. Kiedy mówię jak je można przyrządzić, krzywią się albo piszczą jak blondynka na widok pająka. Żadne wyjaśnienia, że marchew rosnąca na łące oraz w w ogrodzie jest właściwie tą samą rośliną, tylko jedną z nich bardziej się opiekowano - nie dają efektu...
No to poczytajcie...

W zestawie książek przedstawionych na tej survivalowej stronie znajdziecie spis treści - wiele mówi o zawartości, a także... o Waszych możliwościach czytelniczych i poznawczych.
[21.09.2008.]
Dziś jest rocznica desantu 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Sosabowskiego w Driel pod Arnhem.
[21.09.2008.]
Znalazłem gdzieś wiersz Mariana Jachimowicza "Pomyśl". Zapisałem go sobie, aby móc do niego wrócić - dla siebie, albo dla kogoś...Dziś go znów przeczytałem i uznałem: "Toż to znakomita myśl przewodnia dla kogoś, kto zamierza myśleć survivalowo!"
[19.09.2008.]
A to oznacza, że po wielu latach spotkałem się z człowiekiem, z którym widziałem się około 26 lat temu i który odnalazł mnie w portalu Nasza Klasa...
W styczniu 2008 dostałem taki oto list (cytuję fragmenty):
Witam serdecznie Panie Krzysiu.
W 1982 w Jedlni-letnisko pod Radomiem był Pan wychowawcą na kolonii. Właśnie mam w ręku wspólne zdjęcie i Pana dedykację na odwrocie, dzięki której odnalazłem Pana. Ta kolonia to do tej pory jedna z najmilej wspominanych przygód mojego życia. To na niej "zaraził" mnie Pan miłością do muzyki w stylu AC/DC, Pink Floyd, Led Zeppelin. Do dziś pamiętam te sterty kaset ułożone w specjalnych panelach na ścianie, które puszczał Pan na przenośnym magnetofonie. Miałem wtedy 12 lat. Wspaniałe również były nocne wyprawy do lasu wyreżyserowane przez Pana tak, że do dziś pamiętam ten dreszczyk emocji. Z pewnością były to najwspanialsze wakacje mojego dzieciństwa i to w dużej mierze dzięki Panu. Wielkie Dzięki za to. Dzisiaj mam 38 lat, jestem żonaty i od 20 lat gram w zespole IRA na perkusji (...) Serdecznie pozdrawiam.
Wczoraj byłem na kameralnym koncercie zespołu IRA w łódzkim Lizard King. Mieliśmy okazję uściskać się niemal jak Odys z Telemachem, i pogadaliśmy jak starzy. No cóż... okazuje się, że miałem niejaki wpływ na powstanie jednego z ważniejszych zespołów rockowych w Polsce... :)

[02.09.2008.]
Już od pewnego czasu jest do nabycia najnowsza książka Jacka Pałkiewicza "Sztuka podróżowania". Książka jest nie tylko całkiem interesującym poradnikiem związanym z podróżami, ale też bogatym zbiorem opowieści o dawnych i współczesnych podróżnikach, a także o własnych doświadczeniach w tej dziedzinie. Muszę przyznać, że dawno nie czytało mi się tak pasjonującej książki o tej tematyce. Moi złośliwi przyjaciele twierdzą, że piszę to z powodu, że Jacek wspomina mnie w jednym miejscu swej książki. Jak by nie było - musiałem się tym pochwalić, bo gdybym tego nie zrobił, zawiódłbym ich oczekiwania.

[30.08.2008.]

sponsorzy / patroni / partnerzy / relacja / wywiad
[15.11.2006.] [24.07.2008.]
Mowa krótka: już od długiego czasu jesteście proszeni - Moi Drodzy Internauci - o włączenie się do tworzenia tej strony. Wasz udział jest mizerny, a w każdym razie na giełdę z tym nie wejdziecie.
Myślę, że książki czytacie, a już na pewno oglądacie filmy. Od dawna istnieje tu zbiór polecanych książek i filmów, które bądź dotyczą survivalu, bądź zawierają istotne informacje wartościowe dla survivalu, bądź też ukazują rzeczy całkowicie asurvivalowe. Czy nie znajdzie się nikt, kto zechce podzielić się własnym zdaniem, napisać recenzję, nawet króciutką? Choćby tycią?
[23.07.2008.]
Oto świeża bułeczka: rozmowa z Kriskiem z anteny radia Tok FM: posłuchaj [mp3 20MB]
Kupcie też "Zbrojną Polskę" z datą 27 lipca - tam też znajdziecie jego gadanie... ;)
Monter
[10.07.2008.]
Tak na marginesie: wakacje to taki beztroski okres odpoczynku i relaksu, niestety zdarzają się wypadki, zwykle tak bywa, że w wakacje właśnie nakładają się na siebie dwa zjawiska:
Oczywiście dawcy krwi zasługują na urlopy, wesprzyjmy ich w ratowaniu życia.
Zresztą, co ja się będę sam produkował:
zobaczcie sami jak można pomóc na stronach "krewniaków".
Monter
[08.07.2008.]
Garść plot
(pewnie mi się po uszach dostanie za formę
ale Krisek sam sobie winien, że go do lasu znów wywiało i nie pilnuje):
Monter
[07.07.2008.]
Krzysztof Petek - jak co roku - zaprosił mnie na swój obóz, abym opowiedział coś survivalowego, tudzież przeprowadził jakieś szkolenie. Tym razem miałem okazję obejrzeć okolice Olsztynka na Warmii.
Oprócz mnie gośćmi petkowego obozu byli Martyna Majda (moja survivalowa gwiazda) oraz Jasiek Mela (gwiazda obu biegunów Ziemi). Jednym z ważnych tematów wspólnie poprowadzonego spotkania było ratownictwo. Nie da się ukryć - wszyscy powiedzieliśmy jedno: trzeba działać! Trzeba mieć w sobie ten ogień do działania, gotowość niesienia pomocy, bez oglądania się na cokolwiek. Nawet w opowiadaniu porażała postawa, którą opisał Krzysztof. Miał okazję zaobserwować ją w sytuacji, kiedy sam przystępował do ratowania rannych w wypadku. Elegancko ubrani biznesmeni odmówili pomocy, gdyż obawiali się zabrudzić...

JEDNĄ ZAPAŁKĄ... Twarz Krzyśka Petka w prawym górnym rogu...
[29.06.2008.]
Już jutro - a więc 30 czerwca - minie setna rocznica upadku meteorytu tunguskiego. Zdarzenie to miało być pretekstem do wyprawy w te miejsca. Podczas ekspedycji zaplanowano eksperyment resocjalizacyjny, czyli wędrowanie wraz z "trudną młodzieżą", młodzieżą w rozmaity sposób niedostosowaną, przez dziką i bezludną tajgę.
Projekt upadł na skutek inercji instytucji państwowych - wszystkich, które nie potrafią pomysłów zrozumieć i rozwinąć, problemów rozwiązać, ale swoimi własnymi bolączkami umieją zatruć życie innym (patrz: wpis poniżej z 25 maja).
Ponieważ pomysł jest wciąż w moim polu zainteresowania oraz ma poparcie instutucji naukowych i sponsorów - informuję, że do sprawy wracam za rok. W tym wypadku jednak nie będę już związany z polską Oświatą (i przez nią blokowany). Stąd oferta dla rodziców, a właściwie ich dzieci (w wieku 12-17 lat i mieszczących się w grupie osób nadających się do resocjalizacji) wzięcia udziału w ekspedycji. Dobór odbędzie się na zasadzie castingu... charakteru.
Przyjęte kryteria odnoszą się do projektowanego OSOBISTEGO SUKCESU młodych ludzi. Ze względu na niewielką ilość miejsc (6-8)pojadą ci, których potencjał charakterologiczny pozwoli wykorzystać projekt dla własnego rozwoju. Innymi słowy: nie stać nas wszystkich na marnowanie korzyści płynących z warunków ekspedycji.
Konkrety - z końcem lata...
[16.06.2008.]
14 czerwca odbyła się, pierwsza taka w Polsce, ogólnopolska konferencja naukowo-metodyczna "Surwiwal w teorii i praktyce", a organizatorem była Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Papieża Jana Pawła II w Białej Podlaskiej.
Wymiana myśli pokazała, że sztuka przetrwania jest wciąż dziedziną niedookreśloną. Wbrew pozorom nie chodzi o to, że "coś nie ma prawa istnieć, jeśli nie zostanie nazwane". Dyskusji nie podlega bowiem indywidualnie uprawiany survival. Chodzi o rozmijanie się w survivalowych ofertach i oczekiwaniach w układzie uczelnia-przyszły_instruktor, instruktor-trenujący, firma-klient. Obecne prawo nie przewiduje uznania survivalu jako elementu wychowania powszechnego, ani nie pozwala na nadanie instruktorom odpowiednich uprawnień. Nie wiadomo też jakim doświadczeniem taki ktoś powinien dysponować. Wymianie poglądów sprzyjała nadzwyczajna gościnność gospodarzy.
Jedną z decyzji było postanowienie zorganizowania kolejnej konferencji uwzględniającej obecność kadry naukowej i doświadczonych praktyków.
[25.05.2008.]
Piszę te słowa "z pewną taką goryczą"...
W kształtowaniu drogi mego życia dominowało zawsze przekonanie, że trzeba przeżyć je z sensem, nie będąc zanadto uwierającym dla innych, ale by nie siedzieć cicho w kącie bez własnego zdania. Dorobiłem się pozycji człowieka po pięćdziesiątce, który nabył dystansu do ludzi i zdarzeń.
Dystans nie czyni automatycznie niewrażliwym i bezmyślnym. Stąd moja gorycz...
W miejscu, w którym pracuję od ponad 20 lat, na kształt którego mogłem wpłynąć swymi koncepcjami i działaniem - w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym - pojawiła się nowa władza. Nowa władza miała mało doświadczenia jeśli chodzi o pracę z młodzieżą, ale ukazała tzw. dobrą wolę... i praca ruszyła. Było nam tak dobrze, że porządnie pracować zaczęli nawet ci, którzy w zasadzie wielkiej smykałki do roboty nie mieli.
Problem pokazał się natomiast gdzie indziej. Energia do działania była, ale potencjał nie został wykorzystany. Na barykadzie nie pojawił się wódz i nie wskazał ani kierunku działań, ani ich nie skoordynował. Kazał działać. Jedynie!
No i powstały te nieszczęsne procedury. Na wszystko. Zapewne - procedury starają się uporządkować działania i wskazać te najważniejsze. Są one jednak najczęściej traktowane jako system ochronny dla własnych poczynań, gdyby ktoś miał mieć pretensje. W wychowaniu stosowanie procedur, zwłaszcza tych, które wymagają tworzyć protokoły opisujące i wyjaśniające zdarzenia, czyni kontakt pedagogiczny kalekim, a co najmniej jałowym.
Bo też życie pokazuje rzecz następującą - procedury często zastępują myślenie. Dlatego są pożądane przez osoby bezmyślne, wymagające cudzego pokierowania, tudzież nie znające się na rzeczy, a w sumie potrzebujące płaszcza ochronnego (inaczej mówiąc - "dupochronu").
Kiedy chłopcy, mający ochotę na survivalowe zabawy, zaczynają z ożywieniem dyskutować nad swoimi umiejętnościami posługiwania się nożem oraz rozpalania ognia, kiedy z zapałem wymieniają wszelkie zalety takiego a nie innego noża, kiedy tworzą kolejne kreacje rozpałek i podpałek - mówię im, że życie wymyśli im tysiące scenariuszy walki o przetrwanie, w których nie wystąpią ani ogień, ani nóż. Mówię, że należy widzieć całość (świat i siebie), a nie tylko mały wycinek. Nastolatkowie, zwłaszcza ci, którym bardzo brakuje pewności siebie (a na pewno chodzi mi o "wiarę w siebie" ani o "tupet" - nastolatkowie to łatwo mylą) - chowają się za jakąś swoją specjalizacją, za jakimś małym pomysłem, który promują do rangi "najważniejszej w świecie".
Niestety, leniwi w myśleniu dorośli, sami im w tym pomagają - dla własnej wygody.
A nasza dyrekcja już u nas nie pracuje. Poległa w gąszczu spraw niezrozumianych i w niemocy zrozumienia innych ludzi. Poległa walcząc nieczysto, udając lub sugerując, że mylenie się - to domena wyłącznie innych ludzi. Nasze pedagogiczne poletko zostało dyrektorskimi bojami zdewastowane. A w efekcie...? Nie będzie w tym roku żadnej wyprawy - ani na Syberię, ani na Ukrainę. Nie będzie męskiego sprawdzianu, ani szlifowania charakterów. Babski charakter wygrał.
PS. Jak kto chce, niech sobie zamieni słowo "babski" na "dziadowski", bo powyższe słowa nie mają absolutnie nie odnoszą się do "walki płci"...
[18.05.2008.]
Letnie bytowanie w ramach survivalowego szkolenia odbędzie się od 12 sierpnia i będzie trwało 2 tygodnie. Sprawdźcie na wszelki wypadek informacje w opisie działalności Kriska
[22.04.2008.]
W roku 2007 rozpoczela sie Akcja DAWCOM W DARZE, uczestniczace w niej obiekty udzielaja 20% rabatu noclegowego Honorowym Dawcom Krwi. W tym roku, na progu nowego sezonu turystycznego, do Akcji dolaczyli kolejni. Obecnie w Akcji DAWCOM W DARZE udzial biora:
Rabat przyznawany jest na podstawie legitymacji Honorowego Dawcy Krwi, pod warunkiem, ze ostatnie pobranie mialo miejsce nie dawniej niz przed rokiem.
Mamy nadzieje, ze nastepne obiekty pojda tym sladem...
Koordynatorem Akcji jest Kuba Terakowski , tel. 603 305 401, e.mail:terakowski[at]tlen.pl
Dokladne informacje o Akcji znajduja sie na stronie: www.dawcom.wierch.pl.
[10.10.2007.]
To nie żart, ani żebractwo... 'Wyprawa Tunguska 2008' dla zrealizowania programu - zwłaszcza w strefie resocjalizacji - potrzebuje sponsora. Solidnego i świadomego o co chodzi.
Przeczytajcie PDF
posłuchajcie 1 (MP3)
posłuchajcie 2 (MP3)
I pomóżcie!
PS. W sprzedaży jest już nowa książka Jacka Pałkiewicza "Anghor" i jest to raczej album fotograficzny.
[08.10.2007.]
Tak po prostu - dziękuję... Ten krótki mail jakoś podsumował myśl, którą staram się przekazać na tej stronie tak wieloma słowami. Że survival to jest spokojny, nieegzaltowany szacunek dla Natury - bez masy użytecznych przedmiotów, ale z pajęczyną w tle.
Istnieją ludzie, którzy zauważają, że pajęczyna to cudza własność. Dziwnie to brzmi... Zwłaszcza, gdy człowiek zapisane słowa: "...i rzekł do nich Bóg: Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną; panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios i nad wszelkimi zwierzętami, które poruszają się po ziemi" zinterpretował sobie jako pozwolenie na zadeptywanie planety wraz z jej życiem...
Autor zauważył także, że survival jest wspólnotowy: dla poczucia bliskości pomiędzy ludźmi. Wspólnotą z założenia wyodrębniającą się od "innych" zajmują się u nas politycy i kibole...
[04.10.2007.]
Tekst zamieszczony poniżej otrzymaliśmy drogą mailową. Odpowiada on na pytanie czym survival jest i do czego jest przydatny. Celnie odpowiada...
[03.09.2007.]
Zaczyna się znów szkoła... Pamiętam własne podniecenie na to, że spotka się kolegów po dwóch miesiącach niewidzenia. A ile będzie wówczas opowiadania?! Pamiętam to oglądanie nowych podręczników, ile jest w nich fotografii i rysunków. Wąchałem pachnący świeżością papier. No i dostawało się zupełnie nowy fartuszek szkolny (poprzedniego człowiek już by się wstydził, bo łokcie już się przecierały, a do tego ręce coś się zrobiły za długie). I jeszcze kredki! Pachniały szególnie...
Od 2004 roku wciąż mam ciężar na piersi... W przeddzień nowego roku szkolnego przewieźliśmy młodego Jakuta z Tomtoru do Jakucka, gdzie była jego szkoła. Jadąc w samochodowym rajdzie TRANSSYBERIA musieliśmy przebyć spory odcinek trasy barką po Ałdanie. Przewoźnicy nie zabierali ludzi spieszonych. Musieli więc szukać kierowcy, który podejmie się opieki nad nimi. W końcu to były klimaty Syberii i Zabajkala.
Byliśmy zadowoleni z dobrego uczynku. Zawieźliśmy chłopca do szkoły. Wyobrażaliśmy sobie jak to może wyglądać rozpoczęcie roku w Jakucji. Każdy z nas wspominał swoje takie chwile... A potem nasz nastrój gruchnął z impetem o twardą ziemię...
Wraz z początkiem roku szkolnego 2004 pędząc drogą słuchaliśmy komunikatów z Biesłanu...
[10.08.2007.] [11.08.2007.]
Nie po raz pierwszy próbuję przekonać, że sztuka przetrwania ma niejedno oblicze. Gra karciana nazywana brydżem nadaje się do niedzielnego spędzenia czasu - po amatorsku i bez zobowiązań, ale też jest międzynarodowym sportem, a bywa też przedmiotem naukowych rozważań. Zazwyczaj okazuje się, że ludzie wolą trwać w przywiązaniu do swoich "12 Najważniejszych i Zarazem Jedynych Poglądów", niż pozwolić sobie na poszerzenie światopoglądu o kolejnych 12, i jeszcze o następne ileśtam...
W duuużym uproszczeniu powiem, że survival można podzielić na ów będący chwilową przygodą i rekreacją (dający proporcjonalnie więcej satysfakcji niż wiedzy i umiejętności) oraz na ten, który mało ma wspólnego z gromadzeniem adrenalinowych przeżyć, ale za to wzbogaca na całe życie. Tym drugim zajmuję się sam. Czasem udaje mi się skusić doń innych ludzi. Mam co do nich przynajmniej to przekonanie, że przenigdy nie udadzą się na Orlą Perć w klapkach.
Zastanawiające, że kiedy moje survivalowe poglądy stara się przedstawiać ktoś, kto o survivalu tylko słyszał potoczne teksty, stara się on ułożyć moje słowa na kształt miłych, lekkich rekreacyjnych bajdurzeń o jedzeniu mrówek - i do tego survival ma się sprowadzać. Czy już ma tak być, że sztuka przetrwania ma pozostać wyłącznie prostacką, choć burzliwą zabawą jak skok na bungie?
Czy to takie złe, że survival stosowany w życiu "na poważnie" oznacza RATOWNICTWO?
Czy może lepiej jest pozostawać w infantylnym świecie zabawek dla dorosłych?
Tak się trochę rozkleiłem, gdyż w wydaniu specjalnym do szlachetnego magazynu National Geographic o tytule Traveler (nr 4/2007) ukazał się tekst o survivalu podpisany moim nazwiskiem. Owszem, parę linijek mego tekstu tam jest. Trudno jednak, bym chciał się podpisywać pod myślami, które nie są moimi. Nie zajmuję się propagowaniem survivalu jako pomysłu na odstresowanie po rozmowie z szefem. Odcinam się również od działalności firm outdoorowych, które jakieś brykania na łonie przyrody od razu nazywają survivalem.
Moim podstawowym zamiarem jest pokazywanie sztuki przetrwania jako ścieżki samorozwoju. Nie chcę odbierać nikomu przyjemności zabawy w survival od czasu do czasu, ale też nie chcę nikogo łudzić, że ukończenie czegoś, co nazwano 'kursem' lub 'szkoleniem' czyni kogokolwiek traperem nad trapery. "Szkoła przetrwania" może być jedynie otwarciem furtki do dalszych nauk. I wolałbym, aby nikt nie przekonywał w moim imieniu, że istnieje "pigułka szczęścia w szkole przetrwania". W rzeczywistości survivalowe nauki bardziej przypominają żmudny trening, niż przygodę z adrenaliną w tle. Nawet posługujemy się (w swoim gronie) pojęciem "adrenalinal" na określenie zabaw mamiących ludzi naiwnych, że "to jest TO".
Myślę, że ludziom mądrym nie ma potrzeby osładzać czy pudrować wizji survivalu. Pozostałym - nie proponowałbym tego nawet, bo go głupio nadużyją, jak już wiele razy się to zdarzało. Potrafimy w podróżniczych magazynach mówić o tropikalnych chorobach, o zagrożeniach w krajach dużych dysproporcji społecznych, wiemy jak tłumaczyć wędrowcom o zabłądzeniu, odwodnieniu, przegrzaniu i wycieńczeniu... No właśnie - mówmy o survivalu jako o wspaniałej wiedzy dającej możliwość późniejszego sięgania po podróżnicze trofea.
Idąc na kompromis: lepiej może mówić o stosowaniu elementów sztuki przetrwania w wychowaniu, terapii lub treningu integracyjnym. A radość z survivalu może pojawiać się - jak zawsze wtedy, kiedy czujemy, że robimy coś z sensem.
[09.08.2007.]
Jestem, a właściwie mnie nie ma. Bo skoro tylko zaczęły się wakacje, to już mnie wywiało z mego domu. Zostawiłem masę spraw niedokończonych, wielu ludzi spragnionych kontaktu i czekających na wieści ode mnie. Niedługo wrócę i wszystko odrobię. Piszę korzystając z laptopa i połączenia komórkowego - postęp.
Tegoroczne bieszczadzkie bytowania pojawią się wkrótce w postaci opisowej oraz jako zbiór fotek - możecie na to liczyć. Miesiąc w dziczy (tuż obok niedźwiedzicy z młodym!) to niezła przygoda. I w doborowym towarzystwie. Spodziewam się, że i moi młodzi przyjaciele napiszą parę słów o swych wrażeniach.
Teraz losy rzuciły mnie do Krynicy-Zdroju. Nie przyjeżdżajcie tutaj. Chyba, że lubicie tandetę (bo ku temu ten kurort zmierza) oraz ryk muzyki jakiegoś zespoliku, który gra dlatego dobrze, bo głośno. Jeżdżę za to po Beskidzie Niskim i dziwuję się naszej przyrodzie. Zajrzałem do Szymbarku - gdzie ma się odbyć 3-dniowy warsztat survivalowy (24-26 sierpnia), na którym mają być survivalowe sławy. Podjechałem też do Gładyszowa, do którego nie wróci już Mirek Nahacz. Czytaliście Jego książki?
Jakiś rok temu opowiedziałem Mu historię jabłonki w zniszczonej połemkowskiej wsi w Bieszczadach - tam, gdzie mam co roku swój obóz - jak to czekała ze swoimi kwaśnymi i malutkimi owocami aż znowu dotkną je ludzkie ręce. I tak zrywaliśmy je co roku na kompot, który trzeba było mocno słodzić. A ona co roku dawała coraz słodsze jabłka. Aż wreszcie ugościła nas wspaniałym i słodziutkim owocem, na jaki było ją stać. Następnego roku... uschła. Pożegnała się po swojemu z człowiekiem.
Mirek był mi wdzięczny za tę historię. W końcu sam był Łemkiem. Ta łemkowska krew była u Niego pobudzona przez babkę i jej opowieści, jak mówił. Nawet uronił łzę... Nad jabłonią i jej spełnieniem.
Tak chciałem Mu powiedzieć, że w tym roku jabłonka puściła nowe pędy. Ale nie zdążyłem...
[2.06.2007.]
Otrzymaliśmy korespondencję na temat notatki sprzed dwóch lat, ale na jakżeż aktualny temat: WIOSENNA SELEKCJA (o rozsądku za kierownicą).
(bardzo aktualny temat, zapomnienie o włączeniu świateł jest kosztowne - 100 pln - Monter)
[2.06.2007.]
Z braku czasu - krótko...
Sprawa jest w sumie prosta: wypowiedź ministra Giertycha - słyszałem na własne uszy - określa iż Sienkiewicz musi wypaść z kanonu lektur szkolnych z tego powodu, iż nie może być tak, że będzie używane hasło, że jak Kali ukraść krowę to dobrze, a jak kto inny, to źle.
Znawcy problemu zauważą tu diagnostyczny symptom świadczący, że minister rozumuje dosłownie. Wypowiedź wskazuje jednoznacznie, że nie występują tu:
Te style myślenia nie są odrębne, lecz wzajemnie się przenikają. Ich rozwój u człowieka zaczyna się kształtować około 5-6 klasy. Przeciwieństwem jest myślenie konkretne. A także - śmiertelnie poważne...
[20.05.2007.]
Już dawno zauważyłem, że im mniej mamy do dyspozycji inteligencji oraz pewnej swobody w łączeniu posiadanych danych w czytelną całość, tym bardziej koncentrujemy się na "przesuwanie puzzli". Co to znaczy?
Wśród survivalowców istnieją ludzie, którzy jak mantrę powtarzają liczby i symbole oznaczające parametry: materiału oraz kształtu noży, odporności namiotów na wodę oraz siłę wiatru, profili saperek, światłości latarek, ścieralności podeszew, składu chemicznego liofilizatów... Jest tego i na metry i na kilogramy. I tak nie wynika z tego nic poza oszołomieniem osoby słuchającej. Mieszanie puzzli.
Recytacja artykułów i paragrafów nie oznacza nic, jeśli nie potrafi się zastosować ich dla wspólnego dobra. Survivalowiec od DX50-2, różnych RDV 55F, wszelakich s-200030/2 v. 2,5, jak również VVV5x w odmianach dolnych, górnych i pośrednich, a także od wszystkiego, co jest etatowym spisem półgłówka (nie dotyczy to magazynierów) - gdy stanie przed sytuacją ekstremalną, jest jak pluszowy zajączek bez baterii. Dlaczego? Bo... trzeba wiedzieć: DLACZEGO?
Czyż nie identycznie jest z politykami i działaczami? Międlą w mózgach i dysputach bity informacji pobranych z magazynów minionych czasów i dla słuchaczy ma z tego wynikać, że znają się na rzeczy. Lustracje, teczki, geje, władza, aborcje, interesy partyjne - zbiór puzzli, z których podobno kiedyś ma coś być. W sytuacji ekstremalnej - nie do przetrwania. DLATEGO. Wierzcie mi!
Czemu więc to robią? Bo całkowicie nie są w stanie wziąć się za przyszłość, gdyż nie starcza im inteligencji i swobody w łączeniu posiadanych danych w czytelną całość. Logika działań, brak sensu poczynań, brak zrozumienia racji stanu - wszystko o tym świadczy. Przesuwanie puzzli pozwala im wierzyć, że coś robią.
Uśmiechnijcie się - w końcu przecież jest KTOŚ, kto czuwa nad nami...
[16.05.2007.]
Nie łudźmy się... Miejsca na tegoroczne obozy są już obsadzone. Można jedynie liczyć, że ktoś się nagle wycofa (w zeszłym roku Jędrek miał szczęście i załapał się na obóz 3 dni przed wyjazdem). Teraz wypada czekać do następnego roku.
Odpowiadam na szczególne pytania o charakter obozu:
[03.05.2007.]
Już za nami ta impreza terenowa organizowana od lat i co roku przez szczep ZHP z Dąbrowy Górniczej - "Czarna Piątka"
Wkrótce obszerniejsza relacja. Tymczasem dodam, że pojawiłem się na imprezie po pięciu latach nieobecności i... było mi tak samo miło, jak poprzednio. Z tego miejsca pozdrawiam serdecznie Organizatorów i Uczestników!
[06.04.2007.]
Będziemy mieszać w bieszczadzkiej dziczy, z dala od ludzi, w środku gór, w lesie. Mamy wszelkie zgody nadleśnictwa i straży granicznej. Ze względu na pobyt w strefie granicznej, muszę mieć oświadczenie rodziców, że jestem w okresie od... do... opiekunem.
Obóz pierwszy ustawiony jest dla ludzi mniej doświadczonych i zaczyna się 1 lipca i kończy 14 lipca.
Drugi - dla doswiadczeńszych - od 16 lipca do 29 lipca.
Ponieważ bywa tak, że ludzie nawalają - najpierw mówią, że jadą, a potem to odwołują - jeśli liczba potwierdzających akces zmniejszy się do 12, wówczas odbędzie się tylko obóz pierwszy. Chyba, że w parę osób zrobimy malutki obozik wg zupełnie innych ustaleń.
Jeśli ktoś wyjeżdża z nami po raz pierwszy - płaci 2000. Jeśli jest to drugi wyjazd - 1500. Jeśli trzeci - 1000. Jeśli się ktoś rozwija i potrafi być pomocnym asystentem - płaci tylko za swój przejazd w obie strony.
Każdy musi mieć swoje:
Wszyscy są ubezpieczeni wg listy na najwyższą kwotę. Każdy musi mieć legitymację i oświadczenie rodziców, że zdrowotnie nie ma żadnych przeciwskazań do zajęć ruchowych oraz wędrowania. Jeśli ma jakąś przypadłość, wówczas musi mi ją w tym oświadczeniu przedstawić, abym wiedział, co się może zdarzyć i co robić. Jestem instruktorem ratownictwa przedmedycznego, zaś dwaj moi główni asystenci zdali egzamin ratowniczy.
Jeśli potrzebne będą referencje - podam telefony do osób, które wysyłają ze mną swe dzieci od paru lat (są to znajomi, sąsiedzi, bądź rodzina - pisałem, że jest to wyjazd prywatny).
Od osób wyjeżdżających bezwzględnie wymagam rzetelnego i samodzielnego samoopisu (dotyczącego charakteru, kontaktów z innymi, zainteresowań). Na moich obozach nie ma kłótni, alkoholizowania się, narkotyków, wulgaryzmów, mp3 i discmanów oraz telefonów komórkowych. Kontakt z rodziną możliwy:
Konkrety podam w korespondencji osobistej.
[02.04.2007.]
[07.03.2007.] [09.03.2007.]
"Młodym Niepoprawnym" przypominam kim jest Jacek Pałkiewicz. Ten słynny w świecie polski podróżnik, którego stronę www.palkiewicz.com warto obejrzeć, stał się niegdyś natchnieniem dla wielu survivalowców. Pragnę również utrzec nosa tym wszystkim, którzy sądzą, że wiara w bluzę polarową kosztem bawełnianej (lub odwrotnie) jest mało ważna wobec wiary w psychikę i wiedzę człowieka. Piszę to, gdyż uważam z całego serca, że survival nie polega na obkładaniu się sprzętem.
Spotkanie z Jackiem Pałkiewiczem odbyło się w XXI LO w Łodzi. Zdarzenie było brzemienne w deklaracje, gdyż Dyrektor liceum zasygnalizował wagę turystyki kwalifikowanej oraz obozów sztuki przetrwania w wychowaniu młodzieży, zaś Jacek Pałkiewicz zainteresował się obecnymi problemami polskiej oświaty i postanowił spotkać się z premierem Giertychem tłumacząc mu to i owo. Ponieważ obozy przetrwania mogą być faktycznie znacząco skuteczniejsze od "specjalnych szkół dla specjalnej młodzieży" - wydarzenia będę śledzić z zaciekawieniem. Zastanawiam się jednak nad ewentualnym przyszłym problemem, że się okaże, iż powierzono organizację przedsięwzięcia przedszkolankom (bez urazy) lub inseminatorom (bez urazy), ale za to z Ważnej Partii...

Drugie spotkanie odbyło się w łódzkiej Manufakturze, w EMPiKu, tego samego dnia. Tu można było zobaczyć na sali młodzież oddającą się z własnej woli survivalowi oraz tę, której sztuka przetrwania powinna pomóc. Pani z Radia Eska pardzo zręcznie i miło poprowadziła rozmowę - okazało się, że pan Jacek nie podziewał się nawet, że jego działalność spowodowała pojawianie się kolejnych pokoleń survivalowców...
Tymczasem coś się jednak robi... Na nasze spotkania i wyprawy, nawet krótkie, zjeżdżają moi przyjaciele z Bełchatowa (Martyna), Koluszek (Kęsik), Skierniewic (Fredi) i nie uważają tego za stratę czasu. Zaś chłopcy, wychowankowie ośrodka wychowawczego, wykazują ogromne zainteresowanie tego rodzaju poczynaniom, a poza tym wcale nie są tacy "trudni", za jakich chce się ich uważać.

Najważniejszym wydarzeniem było pojawienie się nowej książki Pałkiewicza - "Syberia. Wyprawa na biegun zimna". Książka umieszczona jest już na naszej liście książek.
Konkretne informacje o zabraniu kogoś na obóz będę mógł dawać dopiero od połowy marca. Kandydatów jest bardzo dużo i w związku z tym będę stosował priorytety:
Zazwyczaj osoby wspólnie jeżdżące w Bieszczady w nasze tajemne miejsce w środku kniei wybierają się także na inne dwu-trzy-dniowe wyprawy w innych porach roku.
Ów "drugi wyjazd", za który się płaci mniej, to najzwyczajniej ponowne wyjechanie z . Tylko za pierwszym razem płaci się więcej, gdyż jest to inwestycja w nowe sprzęty. Uświadamiam też, że nasz wyjazd ma charakter prywatny.
Ponad 20-letnie wyjeżdżanie w Bieszczady pozwala nam buszować po górach i lasach na dziko, poza trasami, gdyż mamy na to wszelkie potrzebne zgody. Dlatego też wolno nam wjeżdżać land-roverem do lasu, biwakować w dowolnym miejscu (poza obszarem będącym pod ochroną), palić ogień i budować szałasy.
[03.08.2006.]

[01.06.2006.]
"Dużo mamy bezpańskich dzieci. Niektóre mieszkają stale ze swymi rodzicami"
[02.04.2006.]
Rok temu, przez dwie kolejne noce przyszło mi pełnić swe obowiązki w moim miejscu pracy, czyli młodzieżowym ośrodku wychowawczym. Te dwie noce były nocami trudnego pożegnania...
Wieczorem chłopcy biegali jak zwykle po korytarzach, jak zwykle wrzeszczeli, jak zwykle opowiadali sobie sprośne żarty, jak zwykle mieli do siebie jakąś pretensję...
"Nie mam do was żalu o to, że zachowujecie się jak każdy chłopak" - powiedziałem im na apelu wieczornym, o 21.oo, przed nocą pierwszą. "Mam jednak prośbę, abyście wyciszyli się nieco. W tej chwili cały czas w telewizji jest mowa o tym, że umiera papież..."
Zrobiła się cisza. Może i dlatego, że chłopcy byli świadkami, że ich wychowawcy załamał się głos...? Cisza trwała już cały czas. Niektórzy chłopcy poczuli tę potrzebę, aby zasiąść przed telewizorem i do późnej, głębokiej nocy oczekiwać na wieści z Watykanu - wbrew wewnętrznemu regulaminowi, który i im, i mnie, kazał doprowadzić do tego, aby wszyscy po 22.oo byli w łóżkach...
Zupełnie wbrew naszemu ośrodkowemu zwyczajowi (nawet nie pamiętam dlaczego) miałem drugi pod rząd dyżur nocny. Kiedy przyszedłem do pracy, nie było typowych hałasów, ani bieganiny. Po apelu poczułem dziwne zmęczenie, a ponieważ mój dyżur zaczynał się formalnie dopiero za 50 minut, bo od momentu ciszy nocnej, poszedłem do pokoju wychowawców poleżeć chwilę na leżance. W pewnym momencie poczułem, mimo odpoczynku, gwałtowny odpływ sił - niespodziewany i budzący niepokój. Patrzałem tępo w sufit. Poczułem, że muszę wyjść do ludzi. Kierując się ku drzwiom spojrzałem na zegar ścienny - była 21.4o.
Moi koledzy poszli do domów. Zostałem sam z chłopcami. Prawie wszyscy siedzieliśmy przed telewizorem. Wciąż nie było wiadomości. Aż wreszcie przyszła.
Nawet nie wiem kiedy - koło telewizora pojawiły się świeczki. Mnóstwo świeczek. Kapały łzy...
Nie będę nosił białej wstążki.
Czy może się stać, że kiedyś zostanę wyklęty? Dlatego, że się nie przyłączam, że nie demonstruję przynależności do Wielkiej Wspólnoty Człowieczej? Dlatego, że na zadowolonej z siebie sali potrafię nagle wywrzeszczeć: "Nieeeee...!!!"? Dlatego, że Jan Paweł II jest u mnie dużo bliżej serca i rozumu... niż rozgadanego języka i klaszczących dłoni...?
[03.04.2005.]
[03.02.2007.]
Odpowiadam Markowi z Warszawy (Badboy215), który napisał "nie wiem czy w wieku 14 lat mozna uprawiać survival".
Zajęcia survivalowe robiłem dla całych rodzin z 5-letnimi dziećmi. Nie widzę przeszkód związanych z wiekiem. Na moje szkolenia bieszczadzkie jeździli ludzie, którzy miewali 10-11 lat. Możesz zatem jako 14-latek zająć się wkraczaniem do survivalu, ale pamiętaj, że jest to szczególna dziedzina, która trwa już przez całe życie. Bo jednym z elementów survivalu jest ratownictwo, a nie da się być ratownikiem tylko w określone dni czy lata. Ratownikiem się jest już zawsze... Dodam, że jeśli ma się mało doświadczenia w radzeniu sobie z niebezpieczeństwem, należy działać wspólnie z kimś doświadczonym. Już sam taki fakt pokaże, że na samym wstępie myślisz survivalowo. Opinie doświadczonych survivalowców pokazują wyraźnie, że nie jest survivalowcem ten, kto sam siebie pakuje w kłopoty.
Odpowiadam osobie podpisanej Szzzzzur: pisanie pracy doktorskiej zazwyczaj zmienia człowieka na całe życie. Piszesz: "Interesujące byłoby dowiedzieć się, jak s. wpływa na ludzką psychikę. Podobno po nim nigdy się nie jest takim jak przedtem". Wiedza płynąca z doświadczeń survivalowych daje człowiekowi nowe oczy i nowe uszy - mówiąc w przenośni. Napisałem wyżej Markowi, że ratownikiem się już jest na całe życie, bo nie da się inaczej - człowiek, który ROZUMIE, nie będzie postępował jak człowiek, który NIE ROZUMIE.
[14.06.2006.]
Dziękuję! Jest mi naprawdę miło... po tylu latach...
A link do Waszych przygód to Wakacje 1998 z plecakiem
[09.05.2006.]
Witam serdecznie!!!
Panie Krzyśku, piszę pracę licencjacką i potrzebuję parę tytułów książek lub artykułów,
w których jest zawarta treść na temat zastosowania survivalu w resocjalizacji.
Pana strona jest bardzo bogata, ale jakoś trzeba jej poświęcić naprawdę sporo czasu,
żeby znaleźć to, czego akurat ja potrzebuję :)
(...) Moja praca nosi tytuł:
"Koncepcja zastosowania survivalu w pracy z młodzieżą nieprzystosowaną społecznie".
W internecie, jak również wśród literatury na mojej uczelni, jest bardzo mało informacji na ten temat,
a w zasadzie znalazłem tylko artykuł prof. Kawuli, gdzie są cytowane Pana słowa.
Został mi tylko jeden rozdział pracy, w którym muszę opisać i odpowiedzieć na pytania:
- Jak powinna być zorganizowana i prowadzona praca wychowawcza z młodzieżą trudną w Polsce?
(na to pytanie w sumie mam już odpowiedź)
- Jaka powinna być optymalna koncepcja wykorzystania survivalu w pracy wychowawczej z młodzieżą trudną?
(z tym pytaniem natomiast jest gorzej)
- Jak wykorzystać survival (sztukę przetrwania), nową formę aktywnego wypoczynku, do osiągania dobrych rezultatów w pracy wychowawczej z młodzieżą trudną, czyli nieprzystosowaną do życia społecznego?
Proszę o pomoc (...)
Pozdrawiam z Mrągowa
Student III roku
Pedagogiki Obronnej i Survivalu w Olsztynie OSW im. J. Rusieckiego
Witam.
Wcale nie jest tak prosto odpowiedziec na pytania. Dlaczego? W Polsce od zawsze stosowalo sie w wychowaniu "metode najmniejszych klopotow", albo - jak ja to nazywam - "metode negatywna". Oznacza to, ze nauczyciel czy wychowawca aktywizuje sie wowczas, kiedy dzieje sie cos zlego, zaprowadza lad (pozorny i powierzchowny) i zasiada zadowolony do poprzednich swoich zajec. W zwiazku z tym najlepiej zna uczniow, do ktorych musi wstawac, zas na ich przypadkach tworzy swa pedagogiczna biografie...
Co z tego wynika... Nie zajmowano sie nigdy tworzeniem jakiejkolwiek - wyrazistej, przemyslanej - koncepcji resocjalizacji w Polsce. Podgarnieto pare obcych wzorcow (najpierw radzieckich "kolonii wychowawczych", potem kilka amerykanskich pomyslow, o ktorych dawno sluch zaginal), a wszystkie oryginalne pomysly byly "sprytnie" zapominane. Glosze od zawsze te mysl, ze wynika to z jednego powodu - jakikolwiek pomysl jest zgubny dla kazdego pracownika, bo musialby go realizowac...
Wiem, ze metode survivalowa stosowal byly dyrektor 'poprawczaka' z Laskowca. Artykul prof. Kawuli jest jedynie niewielka wzmianka, jesli chodzi o to, co sie tam dzialo. Mysle, ze warto znalezc z nim kontakt.
Ja sam stosowalem wszelkie moje pomysly (a zawsze mialem ich duzo i niekonwencjonalne) calkowicie na wlasna reke, nie majac zadnego wsparcia ze strony swoich wladz czy jakichs oswiatowych instytucji. Owszem - napotykalem na pomoc ze strony wojska czy strazy pozarnej. Jednym z moich istotnych wnioskow jest ten:
MOJA resocjalizacja nie roznila sie niczym od 'normalnego' kontaktu wychowawczego. W obu przypadkach mialem do czynienia z podopiecznymi w jakis sposob pogubionymi i samotnymi wychowawczo (tzn. z oslabionymi zwiazkami z doroslymi), a zatem wystepowaly widoczne lub ukryte zaburzenia zachowan i kontaktow. Zawsze kluczem jest pozytywny kontakt z doroslym oraz jego propozycje. Survival dostarcza wiedzy i umiejetnosci w bardzo atrakcyjny sposob, pozwala na samorealizacje i 'trzezwy oglad' rzeczywistosci, poglebia zwiazki z innymi - a wszystko w niezwykle naturalny sposob. Wrogiem survivalu jest ideologizowanie go, oficjalnosc, mechanicznosc dzialan. Nie uwazam, zeby wprowadzanie survivalu jako literalnej metody bylo korzystne (w takiej Polsce, jaka mamy), bo zaraz zaczna go zadac od pracownikow szefowie, ktorzy nie maja pojecia o co chodzi, i realizowac podobni osobnicy...
************************************
- Jak powinna być zorganizowana i prowadzona praca wychowawcza z młodzieżą trudną w Polsce?
Ano z nastawieniem na wychowanka, a nie szefa... Powinna to byc suma zgranych ze soba programow autorskich (a wiec realizatorem jest ten, kto program stworzyl i go rozumie).
- Jaka powinna być optymalna koncepcja wykorzystania survivalu w pracy wychowawczej z młodzieżą trudną?
Koncepcja, by byc optymalna, powinna zawierac postulat stosowania metody wskutek wytworzenia potrzeb u wychowankow (czyli z ich strony zapotrzebowanie w wyniku naszych dzialan motywujacych, a nie powstanie np. ni z gruszki ni z pietruszki kola survivalowego i obowiazek uczestnictwa). Nastepny postulat, to wlasnie dobrowolnosc uczestniczenia w calosci przedsiewziecia oraz w jego etapach czy w pojedynczych zdarzeniach. Survival musi byc nieustannie inspirujacy i to warunki dzialania maja sklaniac do uczestnictwa, a nie cudze polecenie. Wychowawca jest tu wspoluczestnikiem i przewodnikiem.
- Jak wykorzystać survival (sztukę przetrwania), nową formę aktywnego wypoczynku, do osiągania dobrych rezultatów w pracy wychowawczej z młodzieżą trudną, czyli nieprzystosowaną do życia społecznego?
Survival "sam z siebie" pokazuje kto kim jest. Wnioskowanie o zdarzeniach i decydowanie o rozwiazaniach wynikaja z sytuacji zewnetrznej. Wychowawca jedynie pomaga wypracowac calosciowa ocene uczestnikow programu w swietle spelnienia wymagan. Postulat "dozwolonej biernosci" zwalnia od poczucia winy w kontekscie tradycyjnym, pozwala na samodzielne dojscie do oceny wlasnego udzialu w zdarzeniach. Stymulacja pochodzi z satysfakcji z wlasnej roli. Dalej dziala cala psychologia wychowawcza...
To w duzym skrocie. Nie istnieje u nas zadna literatura przedmiotu. Trzeba z elementow skladajacych sie na survival wywnioskowac o prawdopodobnych i oczekiwanych efektach. Tu podkresle, ze roznie sie od pozostalych "ideologow survivalu" przez rozszerzenie sztuki przetrwania z tradycyjnej wizji rekreacyjnej na "styl zycia", totez moje wizje survivalu w wychowaniu sa wlasnie tym nacechowane.
Na koniec spytam, czy moge uzyskac zgode na opublikowanie tej korespondencji (z pewnymi, oczywistymi skrotami) na mojej stronie? Buduje ja wlasnie takze z takich zdarzen.
[22.01.2006.] [25.01.2006.] [29.01.2006.]
Odpowiedzi na zimowe tematy przeniesione tutaj: ZIMOWE ZACHOWANIA.
[3.01.2006.]
W Księdze Gości napisał do mnie Fenris:
Fenrisie! Racja jest absolutnie po Twojej stronie i po stronie survivalu. Nie dostaniesz jednak wskazówek zbyt wiele. Wcale nie dlatego, że przerasta to czyjeś możliwości, tylko dlatego, że cała sprawa jest niezwykle prosta i wymaga niewielu wyjaśnień. Jest jednak równocześnie niezwykle nieobliczalna i nie daje się do końca ogarnąć.
Wszystko, co mogą robić survivalowcy pragnący dzielić się swymi doświadczeniami, survivalowcy pasjonaci i edukatorzy, to po pierwsze opowiadać o swych przygodach z Rzeczywistością, wskazywać drogę samodoskonalenia (jak "do" we wschodnich sztukach walki) i pobudzać wyobraźnię.
Opowieści o własnych doświadczeniach są świadectwem o tym, że ktoś z czymś miał do czynienia i co z tego wyniknęło. Z tego bierze się każda ludzka nauka. Jest przecież oczywiste, że jeden człowiek nie jest w stanie poznać WSZYSTKIEGO - dlatego korzystamy z tego, co poznali inni ludzie.
Samodoskonalenie może być jedynie sprawą przypadku i odbywać się bez specjalnego Twego rozeznania - ot, takie okazjonalne i chaotyczne zrywy... Może jednak być świadomym procesem "stawania się". Ma to zawsze jakąś myśl przewodnią, jakieś reguły, jakieś metody i techniki, a przede wszystkim wyrazisty cel. W wypadku survivalu owymi myślami określającymi cel są prawdopodobnie "co?","po co?" i "jak?". Co, czyli efekt mego samorozwoju - w moim przypadku chodzi o wejście w poznanie i zharmonizowanie się z Naturą. Może to brzmi jakoś nieokreślenie, ale chodzi o to, by wszystko, co jest moim środowiskiem, nie było dla mnie jedynie ślepą siłą, której nawet nie rozumiem.
Po co, czyli jakie jest przeznaczenie posiadanych cech - chciałbym być wewnętrznie spójny, spokojny i kreatywny, a skuteczny na zewnątrz. Takie cechy ukierunkowują mnie na to by nie być bezradnym, kiedy sytuacja wymaga szybkiego i sprawnego działania. Ponieważ swe życie wiążę z funkcjonowaniem wśród przyrody i ludzi, moje zharmonizowanie z nimi oznacza utrzymywanie stanu "pogodnego współistnienia", do czego trzeba być również ratownikiem. I jestem nim. Oto też wytłumaczenie - "jak".
Po drugie survivalowcy mogą swe cechy ćwiczyć. W celach edukacyjnych służą survivalowe opowieści o własnych ćwiczeniach oraz zachęcanie (zapraszanie) innych do tego. Aby ćwiczyć, trzeba zaczynać od spraw prostych, mało groźnych. Trzeba też nie rozstawać się od razu i do końca z tym wszystkim, w co niemal do reszty obrośliśmy - z cywilizacją. Zaproszenie kogokolwiek do przeżycia przygody "tylko las i gołe ręce" oznaczałoby tragedię.
Kiedy wprowadzam moich młodych survivalowców do prawideł bytowania, najpierw oswajam ich z pierwocinami zimna, przemoczenia, odludzia, głodu i pragnienia. Nie daję im bólu, lęku i poczucia beznadziejności, bo tego się nie powinno dawać komuś, a i samemu do tego trzeba powoli dorastać. By umieć przetrwać. Dlatego pierwszy nocleg w lesie w zimie i w namiocie odbywa się np. na terenie mojej leśnej działki, kiedy wszyscy mamy pełne poczucie bezpieczeństwa, dach i cztery ściany w odwodzie, możliwość zrobienia gorącej herbaty w każdej chwili. Myśmy to już przeszli i teraz, w styczniu, wybieramy się na kilka dni z namiotami w Bory Tucholskie - będzie z tego nasze sprawozdanie. Przebieg tego bytowania związany będzie w lokalnymi warunkami oraz z pogodą. Nie odważę się bowiem już w tej chwili wprowadzać młodych ludzi w bytowanie podczas silnej odwilży i bez namiotów. Bo każdy survivalowiec wie, że największym zagrożeniem w takich warunkach jest nałożenie się trzech elementów: niskich temperatur, wilgoci i wiatru.
Skomplikowanie prostych spraw czyni właśnie survival nieobliczalnym. Wszystko wydaje się oczywiste: jest zimno - jestem więc ciepło ubrany. Ruszam pełen entuzjazmu. Ale nie biorę pod uwagę tego, że wiatr się zmieni na zimny i ostry, że zabłądzę i ogarnie mnie ciemność, że przewrócę się i złamię rękę, że w bólu, zimnie i zamotaniu moje witalne siły będą zabierane przez wiatr, cierpienie i beznadzieję...
A z człowiekiem tak już jest, że siedząc w fotelu przed telewizorem i zerkając przez okno na rozszalałą zimę, otulony w ciepły kocyk i pijąc herbatę z cytryną, zupełnie nie myśli o niebezpieczeństwach za szybą, o bezdomnych, zagubionych, bezsilnych ludziach. Nawet o sobie samym w podobnej sytuacji, bo zna jedynie taki swój widok, jak zakutany w szalik biegnie nawet bez kurtki na chwilę do sklepu i po chwili wraca. Jego najgorszym doznaniem jest zziębnięty nos i oczy zasypywane śniegiem przez trzy minuty...
A uprawianie survivalu oznacza właśnie przede wszystkim specyficzne myślenie...
Przy okazji odpowiem "gejowi", który również zadał mi pytanie w Księdze Gości...
Walka o życie poczęte ma sens. Bo jest to walka o życie w ogóle. A każdy człowiek - także gej - został poczęty, zatem jego życie też ma jakiś sens. Ludzie jednak pogubili się w samych technikach walczenia i żadne sensy ich specjalnie nie obchodzą, chociaż o sensie swej walki wciąż mówią. Ale tak już jest, że człowiek jeżeli coś robi, to szuka racjonalnej przyczyny tego.
Sądzę, że znaczenie walki o życie poczęte jest ukryte w zaznaczaniu wartości życia, a nie w tępieniu tych, którzy wydają się inni niż bojownicy o życie. I chyba o to głównie chodziło Janowi Pawłowi II.
W gruncie rzeczy dla Boga nie ma znaczenia czy człowiek został poczęty w probówce (bo musiały zaistnieć warunki ekstremalne, by mógł przyjść na świat), czy został tak czy inaczej skonfigurowany (przepraszam za określenie... jakby komputerowe), bo ważne jest co Bogu ofiarowuje samym sobą, a co Bogu jest miłe. Nie ludziom to oceniać, bo ludzie i tak nie pojmują tego, co boskie...
W sztuce przetrwania trzeba sobie nieustannie zadawać pytanie: "Skoro przetrwać, to w jakim stanie i po co?".
[25.3.2005.]
Na pytanie o kolejną książkę survivalową odpowiadam, że były prowadzone rozmowy wydawnicze ze znaną firmą, lecz nie zgodziliśmy się co do formy. Ja nie chcę wydawać kolejnego, zwięzłego, beznamiętnego zestawu instrukcji w rodzaju: "Żeby usiąść najpierw musisz znaleźć dogodne miejsce do siedzenia". Nie mam również ochoty na kompilację książki z książek cudzych. Stąd moje dążenie do zachowania własnego, odrębnego stylu, nawet jeżeli dla światłych purystów jest to grafomania. Poczekam na wydawnictwo, które to zrozumie. Jeśli do tego wziąć pod uwagę wynagrodzenie autorskie, niższe wielokrotnie od wynagrodzenia tych, którzy tylko tekst obrabiają do druku, może... nigdy.
MAŁE MISIE DONOSZĄ[28.01.2010 - 06.04.2010.]
POTRZEBA KONTYNUOWANIA[16.01.2009.]
POTRZEBA PODSUMOWANIA[15.01.2009.]
DOSTALIŚMY EMAILA, A NAWET DWA[29.05.2009.]
LA PRIMAVERA I POLACY[26.04.2009.]
RESOCJALIZACJA... c.d.''''[23.04.2009.]
RESOCJALIZACJA... c.d.'''[12.04.2009.]
RESOCJALIZACJA... c.d.''[08.03.2009.]
RESOCJALIZACJA... c.d.'[02.03.2009.]
RESOCJALIZACJA RADNYCH ŁODZI DLA SURVIVALU MIASTA...[24.02.2009.]
RADNI MIASTA ŁODZI, RESOCJALIZACJA I SURVIVAL...[24.02.2009.]
SURVIVAL, RESOCJALIZACJA I... RADNI MIASTA ŁODZI[23.02.2009.]
SPRAWA DO D...[30.01.2009.]
COLCA CONDOR 2008 - KOLEJNA RELACJA Z WYPRAWY [11.09.2008.]
SPECYFICZNA RADOŚĆ PRZETRWANIA [06.09.2008.]
PO BIESZCZADOWANIU 2008 [02.09.2008.]
"HONOR GENERAŁA" [18.06.2008.]
RAJD STULECIA [11.03./12.04.2008.]
BIESZCZADY 2007 [08.10.2007.]
WYDRUKOWANY TEKST DLA NATIONAL GEOGRAPHIC[21.08.2007.]
ROZMOWA Z DZIEĆMI[12.05.2007.]
MÓJ OJCIEC [22.02.2007.]
JAK TU PRZETRWAĆ NARODZIE? [11.02.2007.]
NAD RAWKĄ 2007 [07.02.2007.]
SURVIVALOWY KAMUFLAŻ [26.01.2007.]
A TO TYMCZASEM ZUPEŁNIE NOWIUTKI ROK [22.01.2007.]
CO W KOŃCU Z TYM SURVIVALEM?! [24.11.2006.]
8. EXPLORERS FESTIVAL [12.11.2006.]
KRÓTKO O SURVIVALU [08.10.2006.]
SPOKOJNY WIECZÓR [07.10.2006.]
UROCZYSTOŚCI W ARNHEM I DRIEL [03.10.2006.]
NOWY ROK SZKOLNY [05.09.2006.]
ZATRUCIE GRZYBAMI [04.09.2006.]
DEGENERACJA KONTROLOWANA [23.06.2006.]
PRZETRWANIE PATRIOTYCZNE [21.06.2006.]
WSZELKIE PASKUDZTWA [18.06.2006.]
PROCEDER WĄTPLIWEJ JAKOŚCI [10.06.2006.]
ŚMY SOBIE ZNÓW PODZIAŁALI [05.06.2006.]
TYLEŚMY OSTATNIO PODZIAŁALI [02.06.2006.]
DYKTANDO STANISŁAWA LEMA [27.04.2006.]
RESOCJALIZACJA - W STRONĘ ŚRODOWISKA OTWARTEGO [22.04.2006. / 27.04.2006]
WYPALANIE TRAWY NA WIOSNĘ [19.04.2006.]
DZIECKO W CZARNYCH CHMURACH [18.04.2006. / 20.04.2006]
DZIECKO Z KĄPIELĄ - nawet nie wykąpane... [05.04.2006.]
POGODNA NIEDZIELA [03.04.2006.]
LIST DO MEDIÓW I WŁADZ niektórych [03.04.2006.]
WIOSNA JEST...? [21.03.2006.]
PROROCTWO? [16.03.2006.]
IDZIE NOWE [27.02.2006.] [06.03.2006.] [25.03.2006.]
PRZETRWANIE W SZKOLE [14.03.2006.]
A PO ZIMIE... [21.02.2006.]
ZIMOWE OBOZOWANIE [20.02.2006.]
ZIMA SIĘ NIE SKOŃCZYŁA [12.02.2006.]
NAUKA ZACHOWANIA W SYTUACJACH ZAGROŻENIA [05.02.2006.]
IDEA SURVIVALU [04.02.2006.]
NAUCZYCIELE WALCZĄ O PRZETRWANIE [28.01.2006.]
ZIMOWE ZACHOWANIA [22.01.2006.] [25.01.2006] [29.01.2006.]
ZIMOWE BUTY [22.01.2006.]
WIELKA ORKIESTRA ŚWIĄTECZNEJ POMOCY 2006 [8.01.2006.]
NIE UMIAŁEM SIĘ POHAMOWAĆ... [4.01.2006.]
ZIMA [1.01.2006.]
ZAGADKA RESOCJALIZACJI [22.12.2005.]
ZAGADKA PRZETRWANIA [18.12.2005.]
STRZELCY Z BIAŁOBRZEGÓW [13.12.2005.]
ZIMOWE WĘDRÓWKI [28.11.2005.]
DO PRZODU... GOŃ...! (o rozsądku za kierownicą) [27.10.2005] [30.10.2005.]
DZIECI XXI WIEKU [25.10.2005.]
ACH, JAK NIEPRZYJEMNIE! [25.10.2005.]
WYBORY 2005 [10.10.2005.] [25.10.2005.]
TO TEŻ BYŁO ROK TEMU (o rozsądku za kierownicą) [01.10.2005.]
TREKKING OD KUCHNI DO ŁAZIENKI ORAZ SURVIVAL PRZY DONICZCE [12.9.2005.]
NOWINA Z "WYŻSZEGO SZCZEBLA" [05.9.2005.]
PO OBOZIE W BIESZCZADACH [15.8.2005.] [24.8.2005.]
PO BURZACH [30.7.2005.]
Z WIZYTĄ u Krzysztofa Petka [28.7.2005.]
PRZED WYJAZDEM W BIESZCZADY [16.7.2005.]
W SPRAWIE TERRORYZMU [10.7.2005.]
WYPRAWA [26.6.2005.]
BUNKRY [12.6.2005]
POMOC DLA DVD ORAZ CD [23.5.2005.] ![]()
PO MEDIATRAVEL [12.5.2005.]
ZUPEŁNIE NOWE PROPOZYCJE [23.3.2005.] [24.3.2005]
WIOSENNA SELEKCJA (o rozsądku za kierownicą)[4.3.2005.]
WIOSNA IDZIE [21.2.2005.] [1.3.2005] [23.3.2005.]
SURVIVAL NA SYBERII? [14.1.2005.] [18.1.2005] [15.2.2005.]
NOWY ROK 2005 [31.12.2004.]
PO ŚWIĘTACH [28.12.2004.]
POD CHOINKĘ [13.12.2004.] [26.12.2004.]
I NADAL... JEST SURVIVALOWO [26.11.2004.]
ZACZYNA BYĆ SURVIVALOWO [23.11.2004.]
ZIMOWA WYPRAWA - grudzień 2004 [16.12.2004.]
ANKIETA QUASI-SURVIVALOWA [29.10.2004.]
BĘDĄC POD WPŁYWEM... [17.10.2004.]
PO TRANSSYBERII [3.10.2004.]
POWSTANIE WARSZAWSKIE [1.08.2004.]
UNIA, HARCERZE I SIUSIANIE [17.07.2004.]
ARNHEM I GEN. SOSABOWSKI [12.07.2004.]
BEZPIECZEŃSTWO OSOBISTE [17.06.2004.]
SYBERIA Z KOPERSKIM [24.04.200.4]
PASJA [06.04.2004.]
TERRORYZM [10.03.2004.]
SURVIVALOWE WIDZENIE [10.03.2004.][28.11.2005.]
JEREMI PRZYBORA nie żyje [06.03.2004.]
JANUSZ ŻURAKOWSKI nie żyje [10.02.2004.]
MARYLA RODOWICZ - TROCHĘ PLOTKARSKO [05.02.2004.]
OJCOWIE... [04.02.2004.]
"STYL" SURVIVALU, DLA KOGO SURVIVAL - odpowiedź na pytanie Leśnego303 [03.02.2004.]
LITERATURA NAUKOWA CYTUJE... [03.02.2004]
ODWODNIENIE, TRENING, RATOWNICTWO - odpowiedź na pytanie Navaho [29.01.2004.] [11.03.2004.]
WOLA PRZETRWANIA - odpowiedź na pytanie Bogdana [29.01.2004.]
DOROTA TERAKOWSKA NIE ŻYJE [05.01.2004.]
SPOTKANIE Z PAŁKIEWICZEM [01.01.2004.]
